Wchodziłem powoli na górę i po drodze zbierałem rozsypane rzeczy.
-Nie wierzę, że posunął się tak daleko...-powiedziałem do siebie i przysiadłem na łóżku. Chyba było to łóżko Darlene, bo pachniało jej perfumami.
Schyliłem się z nadzieją, że znajdę coś ciekawego. Ale pod łóżkiem znalazłem tylko nieduże pudełko. Wiedziałem, ze nie powienienem go otwierać, jednak ciekawość wzięła górę.
Uchyliłem wieczko i zauważyłem tam zeszyt i jeszcze jakies małe zawiniątko. Ale najpierw wziąłem się za przeczytanie...
-Horan jesteś debilem grzebiąc w jej rzeczach-westchnąłem cicho.
"Kochany pamiętniczku!" O cholera to jej pamiętnik!
"Znowu czuję się beznadziejnie. Nic nie ma sensu. Tracę wiarę we wszystko. Wiem miałam tego nie robić ale... ech tak odwinęłam małe zwiniątko i jej użyłam. Ona chyba staje się powoli moją najlepszą przyjaciółką." Nie wierzę. To na pewno jej pamiętnik?! Przerzuciłem kilka kartek.
"Tamte rany się zagoiły a na moje nieszczęście mam powód do zrobienia kolejnych. Nie będę opisywała Ci co się stało. Ale za to nadam Ci imię. Od dzisiaj będziesz nazywać się Faith-wiara. A więc Faith znalazłam sposób, aby na moich rękach nie przybywało ran. Otóż będę rysowała motylki. I nie będę się cięła, żeby nie zabić motylków. Każde cięcie to zabicie jednego szczęśliwego motyla."
Nie. Nie. N I E. przecież to nie może być prawda. Wypuściłem Faith z rąk i złapałem za zawiniątko.
Miałem nadzieję, że znajdę tam liścik typu: żartowałam! dałeś się wrobić :) Ale nie. Otworzyłem je i zamarłem. Była tam żyletka. Jeszcze brudna. Nie mogłem w to uwierzyć. A może raczej nie chciałem.
Rzuciłem metalowym przedmiotem i pogrzebałem jeszcze w pudełku. Było tam jeszcze kilka takich małych zawiniątek. Nowych. Nieużywanych.
-Co to ma do cholery jasnej znaczyć? Dar czeka nas poważna rozmowa...
"Zrobiłam sobie zapasy na wszelki wypadek, żeby nikt nic nie podejrzewał."
-Co ona sobie wyobrażała? Prędzej czy później bym to znalazł.
Złapałem wszystkie metalowe przedmioty, schowałem do plecaka i wyszedłem szybkim krokiem z pokoju, po czym skierowałem się do wyjścia.
Zadzwoniłem do Louisa, ale wciąż szedłem do głównej drogi.
-Lou? Bardzo jesteś zajęty?
-No trochę...-usłyszałem nieprzytomny głos kumpla w słuchawce.Spojrzałem na zegarek. 2:23 świetnie sobie dobierasz pory Horan.
Siedziałam w sali i słuchałam muzyki na telefonie, gdy nagle z transu wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.
"Wiem o tym."
"Wiesz o czym?"
"Ty już wiesz. Ile masz już tych całych motylków na rękach?"
"Jakich motylków?"
"Ile. Ich. Masz."
"Niall przestań."
Przestraszyłam się. Skąd on wiedział? Nikt nie mógł mu powiedzieć. Znalazł pamiętnik? To nie możliwe.
"Musisz się nauczyć lepiej chować sekretne rzeczy."
Postanowiłam, że mu nie odpiszę. Nie mam ochoty dalej toczyć tego tematu. Odłożyłam telefon na półkę, ale po chwili znowu zadzwonił.
"Dar wiedz, że ja nie przestanę. Teraz ważne, czy Ty przestałaś. Albo przestaniesz. I ja tego dopilnuję."
"Gdzie jesteś?"
Nie dostałam odpowiedzi. Uznałam, ze może poszedł spać, więc sama przekręciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy.
Gdzieś w dali korytarza słyszałam kroki, ale myslałam, ze to pielęgniarka więc się nimi nie przejęłam.
-Właśnie tutaj jestem.
Zostałam momentalnie wyciągnięta z krainy snów.
-Ale jak..-powiedziałam wciągając gwałtownie powietrze.
-Ciii-powiedział kładąc mi palec na ustach.
Patrzyłam na niego z przerażeniem w oczach. Serce waliło mi jak oszalałe.
Jego oczy były wręcz szafirowe. Nie widziałam go takiego.
-Nie łapię tego maleńka.
Nadal nic nie mówiłam tylko patrzyłam na niego niedowierzając.
-Jak tu wszedłeś?
-Na nogach.
-Nie rozumiem tego
-A ja mam rozumieć?-mówił chłopak szeptem lecz wystarczjąco głośno.
-Niall uspokój się proszę.
-Ja mam sie uspokoić?Ja?!-wykrzyczał ostatnie słowo
-Tak Ty. I nie krzycz. Bo przyjdą pielęgniarki.
-Mam. Je. Gdzieś.
-O tak? Dobrze.
Nastąpiła chwila cisz.
-Siostro! Siostro!
-Idiotka.-skomentował sytuację chłopak, który po sekundzie biegł już korytarzem.
-Wybacz, ale musiałam-wyszeptała, a po chwili do sali weszły dwie pielęgniarki.
Cała ta sytuacja mnie przerasta. Nie chciałem byc taki wzgledem niej. Dostałem szału i nie panowąłem nad sobą. Jak mam żyć ze świadomością, że ona się tnie, albo cięła. Nie chcę tego. Chcę, zeby ona była szczęśliwa. Zawsze.
I właśnie w tym memncie chłopak uśwadomił sobie jak bardzo zleży mu na tej zwykłej dziewczynie.
Muszę tam jutro iść i ją przeprosić.
W tym samym czasie Dar siedziała na parapecie w szpitalnej sali i rozmyślała i całej tej sytuacji. Nie mogła rozgryźć tego chłopaka. Wiedziała, że musi mu pomóc, choć najpierw powinna pomóc samej sobie.
Nie mogę obarczać go swoimi problemami. Musze poradzić sobie z nimi sama. A później postaram się jakoś do niego dotrzeć. Do tego, co on w sobie skrywa. Bo skrywa wiele. I to nie tylko ciemności. Jest w nim wiele światła, tylko ktoś musi je wydobyć.
__________________________________________________________________________
Oh przepraszam, z etak długo nic nie dodawałam, ale:
1.3 gimnazjum i cóż egzamin sie kłaniał...
2.(wstyd, ze nie wiem) Zupełnie zapomniałam o pisaniu... przepraszam bardzo :(
DObra jeżeli ktoś z Was chce być informowany o nowych rozdziałach możecie pisać:
gg: 20695251
tt: @superhuman_98
Do następnego rozdziału ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz