Nareszcie nadszedł dzień wyjścia ze szpitala. Nie mogłem się doczekać. Poszedłem do pokoju ordynatora
i poprosiłem o wypis.
-Panie Horan dzisiaj ze szpitala wyjdzie tylko pan.
-Ale jak to? Czemu?
-Pani Darlene nie jest jeszcze gotowa aby wyjść. Musi zostać przez jeden może dwa dni na badaniach.
-Ale czemu? Obudziła się. Żyje. Wszyscy są szczęśliwi!-podniosłem głos.
-Ale nie jesteśmy pewni co do stanu zdrowia pani Darlene.
-Ale to nie możliwe...
-Niemożliwe, ale prawdziwe.-powiedział smutno lekarz-Niestety musi pan sam jechać do domu.
-Skoro dzięki temu ma być zdrowa i żyć...Dobrze.
I właśnie w tym momencie do sali weszła ona. W szpitalnej koszuli, chuda, mała i blada. Jedyne, co ukazywało jej zdrowie to ten anielski uśmiech i ciepło bijące z oczu.
-Kochanie...-usłyszałem szept
-Słucham?
-Porozmawiajmy.
Złapałem ją za rękę i wyszliśmy z gabinetu.
-Niall...
-Słucham?-usiadłem na krześle i spojrzałem na nią.
-Czy ze mną wszystko dobrze?
-Oczywiście kochanie czemu miałoby być źle?
-No, bo tylko ja tu zostaję, a Ty wychodzisz. Boję się Niall...-zaszlochałam i wtuliłam się w chłopaka.
-Nie bój się kochanie. Wrócę po Ciebie jak tylko będziesz mogła wyjść.
-A kiedy to będzie?
-Jutro albo po jutrze.
Widziałam smutek, złość i żal jednocześnie. Wiedziałam, że żadnego z tych uczuć nie chce okazać.
-Dziękuję-wyszeptałam i pocałowałam Niall'a w policzek.-Wiesz... ja wrócę do sali. A Ty lepiej idź do swojej, zabierz rzeczy i jedź do domu.
-Ale ja tak bardzo nie chcę Cię tu zostawiać.-schował głowę w moje ramie i przytulił do siebie.
-Wiem to. Ja też nie chcę zostawać tu sama, ale nie mamy innego wyjścia.
-Owszem mamy wyjście, ale nie chcę ryzykować Twojego zdrowia.
-Dobrze idź już... Będę tęsknić.
-Ja też.-wziął swoją torbę i wyszedł z budynku. Obserwowałam go przez szybę jak wychodzi i wsiada do zaparkowanego samochodu, po czym po chwili odjeżdża. Louis po niego przyjechał. Wspaniały przyjaciel...Gdyby nie on, to pewnie już dawno oboje zginęlibyśmy.
Bardzo nie chciałam się z nim rozstawać. Bałam się tego, co się może stać. A wersji w głowie miałam mnóstwo. Na przykład mógł przyjść ktoś zły, kto chciałby zrobić mi krzywdę...
Przestraszyłam się własnych myśli.
Jechałem z Lou autem i myślałem. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciela.
-Kochasz ją prawda?
Nie odpowiedziałem.
-Prawda?-zapytał ponownie Lou.
-Prawda-powiedziałem szybko i zatopiłem się w zamyśleniach.
-Co Cię tak do niej ciągnie?-zadał mi kolejne pytanie. Odwróciłem głowę i spojrzałem na niego.
-Jaaa...-zaciąłem się
-Powiedz proszę.
-Hmm... Może to to ciepło bijące od niej. Albo wspaniały szeroki uśmiech. A może wspaniałe długie włosy, które z każdym powiewem wiatru oplatają jej twarz. Jej charakter też odgrywa ogromną rolę. Nigdy w życiu nie spotkałem kogoś tak życzliwego nawet dla największych wrogów. I ta radość z życia...Widzę, jak każdą sekundę życia chce wykorzystać maksymalnie. Uwielbia życie i to, co dzięki niemu ma. I wiesz co Lou? Mógłbym tak wymieniać bez końca...
-Aż nie wiem co powiedzieć...
-Tutaj nie potrzeba słów Louis. Potrzeba tylko zrozumienia.
-Ale ja to dobrze rozumiem. Nie musisz tłumaczyć.
-Dziękuję stary-powiedziałem i poklepałem przyjaciela po ramieniu.
Reszta drogi poszła sprawnie. Czasami Lou o coś zapytał, ale były to pytania bardzo codzienne. W jego oczach było widać podziw, jaki wywołałem u niego odpowiedzią o Darlene.
-Zaraz będziemy.
-Nie, jedźmy dalej.
-Gdzie dalej?
-Pokażę Ci.
Jechaliśmy dalej. W pewnym momencie Louis zwolnił, ale ja spojrzałem na niego i powiedziałem:
-Dalej. Ja wiem gdzie. Ale możesz wjechać w polanę i jechać ścieżką.
Tak jak powiedziałem tak zrobił. Jechaliśmy jeszcze kilka chwil i dojechaliśmy do domu. Tak do domu Darlene.
-Czemu chciałeś tu przyjechać?
-Musze troche tu posiedzieć. Czasami tak robię.
-Po co?
-W sumie to nie wiem... Jest tu jej zapach.
-Zadużyłeś się.-powiedział mój przyjaciel siadając obok mnie.
-Wiem. I to jest najgorsze...
-Czemu?
-Bo znamy się tak krótko i nie wiem czy ona tak naprawde odwzajemnia to co ja czuję do niej.
-No ale zobacz. Pocałowaliście się tak?-zapytał nie czekając na odpowiedź- to w czym problem?
-To był tylko pocałunek, on nie musiał nic znaczyć stary.-powiedziałem przeciągle.
Patrzyłem na niego i nie wierzyłem w to, co mówi. Czemu zakochani ludzie myślą tak irracjonalnie? Zaśmiałem się i spojrzałem na niego.
-Czemu się śmiejesz?
-Bo cała ta sytuacją wydaje mi się trochę śmieszna. Tobie nie?
-No jakoś nie za bardzo-chrząknął głośno.
-No jak chcesz...-zmieszałem się, bo zauważyłem, że jego oczy pociemniały.
-Szczerzę mówiąc jedyne, czego teraz chcę to, żeby ona znazła się obok mnie, żebym mógł ją przytulić.
-Ona pewnie chce tego samego.
-Zapewne. Stary nie obraź się, ale pójdę na górę i się prześpię-powiedział mój przyjaciel i wstał ze schodów.
-Dobra nie ma problemu. Ja uciekam do siebie. Trzymaj się-powiedziałem, bo nie chciałem jeszcze bardziej go drażnić i poszedłem do samochodu.
Podszedłem, otworzyłem drzwi i wsiadłem do środka. On zniknął za drzwiami a ja oparłem głowę o kierownicę.
"Zakochał się."-pomyślałem i z jednej strony cieszyłem się a z drugiej byłem bardzo zdziwiony.
-Ale na pewnoi kategorycznie koniec?
-Tak kategorycznie. Nigdy więcej żadnej dziewczyny.
-Ale Niall
-Żadnego ale-warknął- te dziwki tylko niszczą życie!
-Nialler to, że do tej pory nie spotkałeś kogoś, komu mógłbyś w pełni oddać serce nie znaczy, że gdzieś na świecie takiej nie ma.
-Louis czy słyszysz co Ty mówisz? Przecież sam nie masz dziewczyny.
-ałć! Zabolało...
-Sory-powiedział oschle
-Nie no ok. Nie będę naciskał...
Siedziałem koło niego w ciszy i popijałem swoją kawę. Nie mogłem uwierzyć w te wszystkie jego wyznania. Jeszcze tydzien temu mówił jak to bardzo jest zakochany. A teraz wszystkie dziewczyny wyzywa od dziwek... Zupełnie nie rozumiem tego chłopaka. No ale trudno. Może kiedyś w końcu mu się uda znaleźć tą jedyną. Sam przecież o tym marzę.
Niby wspomnienia, a ja nadal zgadzam sie z tym ostatnim zdaniem. Nie mam nikogo, do kogo mógłbym wrócić po całym dniu. Nie mam się do kogo przytulić. Brakuje mi czegoś w życiu. Tak i tutaj zdecydowanie chodzi o drugę połówkę.
Westchnąłem głęboko, przekręciłem kluczyki w stacyjce i odjechałem w stronę domu.
poniedziałek, 23 września 2013
środa, 31 lipca 2013
Rozdział 10
Siedziałem w swojej sali i rozmyślałem o tym wszystkim co się stało. Obwiniałem się, że przez moją głupotę Darlene mało nie umarła. Przez wszystkie te myśli narastała we mnie złość.
Stałem przy oknie i przyglądałem się wszystkim ludziom. Wśród nich zauważyłem parę zakochanych. Szli razem, ale było widać, że coś ich męczy. Zaczęli się kłócić. Chyba nie obchodziło ich to, ze wszyscy to widzą. Ten chłopak musiał zrobić coś strasznego skoro dziewczyna tak na niego krzyczała. Uśmiechnąłem się pod nosem, w końcu widać, że dziewczyna wie o co walczy. ale po chwili głupawy uśmieszek zszedł z mojej twarzy. On podniósł rękę i uderzył ją. Upadła na ziemię a z jej nosa poleciała krew. Pomógł jej wstać i chciał przytulić ją i przeprosić. Mimo tego ona odepchnęła go i poszła zupełnie w inną stronę niż on.
Brzmi trochę jak scena z filmu, ale widziałem to na własne oczy.
-Straszne nie?-usłyszałem głos i aż podskoczyłem
-No trochę...
-Niektórzy ludzie po prostu nie są stworzeni by kochać...
-Co masz na myśli?
-Mówią, że kochają a później robią coś by zranić. Krzywdzą. Wyrzucają wszystkie uczucia na moment, ale one już nie wracają...
Zdenerwowałem się.
-Jak możesz mi to teraz mówić?!-odwróciłem się i złapałem nieznajomego za koszulkę
-Mogę, bo własnie po to tu jestem-uśmiechnął się szyderczo pomocnik Steven'a
-Wyjdź stąd! I nigdy nie wracaj!-uderzyłem go w twarz
-No dawaj uderz mocniej przecież wiem jak tego chcesz. A może sam siebie powinieneś tak uderzyć? To przez Ciebie Darlene leży nieprzytomna w łóżku.
-Nic już nie mów! Ja... Po prostu wyjdź.-odwróciłem się i zacisnąłem oczy, żeby nie pozwolić moim łzom wyjść na zewnątrz gdy on tu będzie. Widziałem w szybie jak wychodzi z sali z triumfem na twarzy.
-Niall coś nie tak?
Usłyszałem cichy głos za mną. To nie mogła być prawda.
-Ja po prostu...Darlene!-podbiegłem do niej i złapałem na ręce-o mój boże to Ty obudziłaś się! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
-Niall ona się nie obudziła. To ty zasnąłeś.
-Co? Ale jak to?-zapłakałem.
-Lepiej mi powiedz co się stało z Twoją ręką...
-Był tu jeden z gości Steven'a...
-Zrobił Ci coś?-zapytał zdenerwowany Lou
-Nie nic ja zrobiłem jemu...
-Co?!
-Obiłem mu gębę.
-Czemu?
-Należało mu się. I nie wiem czy nie powinienem zrobić tego mocniej.
-Dobra stary połóż się odetchnij. Ja muszę uciekać siedziałem tu już dobre dwie godziny. Trzymaj się jutro wpadnę.
-Okej narazie.
Nie mogłem leżeć bezczynnie i nic nie robić. Musiałem wstać. Wszyscy już wiedzieli, że czasami muszę robić spacerki do sali numer 9, więc nikt mnie nie zatrzymywał jak wyszedłem ze swojej sali i szedłem spokojnie.
Wszedłem do środka a moje oczy po raz kolejny tego dnia się zaszkliły.
-Darlene ja tak bardzo Cię przepraszam...Nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nikomu. I ja sam będę uważał.
Odpowiedziała mi tylko cisza.
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
I'll stand by you-zaśpiewałem i zapłakałem.
-Och why you look so sad?
Tears are in your eyes
Come on and come to me now.
Don't be ashamed to cry
Let me see you through
'cause I've seen the dark side to
When the night falls on you
You don't know what to do
Nothing you confess
could meka me love you mess-usłyszałem ciche słowa
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
-I'll stand by you-dokończyliśmy razem a ja rozpłakałem się jak dziecko.
-Nie płacz już.-powiedziałam najwyraźniej jak się dało.
-Ale ja...po prostu nie mogę.
-So if you're mad, get mad
don't hold it all inside
come on and talk to me now
Hey, what you got to hide?
I get angry too
Well I'm a lot like you
When you're standing at the crossroads
And don't know which path to choose
Lat me come along
'cause even if you're wrong-zaśpiewałam dalej
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
I'll stand by you
Take me in, into your darkest hour
and I'll never desert you
-I'll stand by you...-zaśpiewaliśmy razem i poczułam jak po moich jak i Niall'a policzkach płyną łzy.
Usłyszałam oklaski.
-Brawo. Pięknie wam to wyszło-powiedział ktoś pociągając nosem. Nie znałam tej osoby. Miała dość wysoki głos, choć wyczułam, ze to chłopak.
-Lou co ty tu robisz?
-Zapomniałem wejść do Darlene więc zdecydowałem się wrócić do sali i zobaczyć co u niej, ale widzę, ze mnie wyprzedziłeś.
-No tak troszkę-zaśmiał się wycierając oczy.
-Don't be ashamed to cry-usłyszałam głos Louisa.-Słuchaj rad swojej dziewczyny. Każdy ma uczucia i każdy może je okazywać.
-Taa dzięki za radę, ale lepiej pójdę po pielęgniarkę, żeby przyszła i zbadała Dar.
-Nie trzeba usłyszałem jak śpiewacie i poszedłem już dawno. Biedna tak się rozpłakała, ze zmoczyła sobie całą górę od fartucha...
-Moi drodzy to było wspaniałe-powiedziała zapłakana pielęgniarka wchodząc do sali.-Nigdy nie widziałam czegoś równie pięknego i romantycznego.
-Dziękujemy bardzo...
-Cały personel zszedł się tutaj, żeby posłuchać.
-Cały?!-zapytaliśmy równocześnie
-Calutki-zaśmiał się Lou i otworzył drzwi szeroko.
-Ordynator odchodzi od zmysłów, bo wszyscy stwierdzili, że już się nie obudzisz i chcieliśmy jakoś uświadomić z tą myślą pani chłopaka...A tu takie rzeczy się dzieją!
-Nie pozwoliłbym jej odłączyć-Niall spoważniał
-Ale ja się obudziłam i nawet nie było takiej potrzeby.
-I tak bym nie pozwolił!
-Niall uspokój się!
-Przepraszam poniosło mnie. Za dużo emocji na jeden dzień...
-Bardzo rzadko się zdarza, że do życia przywraca głos ukochanej osoby. Bardzo rzadko.
-A więc jestem szczęściarą-uśmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka.
-Przepraszam...-usłyszałam głos innej pielęgniarki
-Coś się stało?-zapytałam
-Nie tylko... Czy moglibyście jeszcze raz zaśpiewać? prosimy...
-Co ty na to ukochana osobo?
-Z największą przyjemnością.
Zaśpiewaliśmy ponownie. Wszyscy płakali przyszło nawet kilkoro pacjentów. Nie wiedziałem, ze to, ze śpiewam i to jeszcze w duecie wywoła kiedykolwiek takie emocje.
Byłem szczęśliwy. I nie mogę uwierzyć, że to tylko dzięki mojemu głosowi Darlene się obudziła i jest ze mną tutaj znowu.
Nie zniszczę tego więcej. Obiecuję Darlene.I'll never desert you...
___________________________________________________________________________
A więc 10 rozdział za nami jestem taka szczęśliwa, że udało mi się dotrwać... Dziękuję bardzo wszystkim czytającym a szczególnie Oliwii Horan, bo jej komentarz pojawia się praktycznie pod każdym rozdziałem. No i oczywiście dziękuję Louise, która nie komentuje ale czyta moje opowiadanie. Oczywiście nie mogę zapomnieć o Marcie, która dopiero zaczęła czytać :) Dobra nie rozpisuję się dalej. Naprawdę cieszę się, ze dotarłam już tak daleko. Powtórzę to naprawdę cieszę się, ze ktokolwiek czyta te moje wypociny. Kocham Was :*
P.S. Tekst piosenki w tym rozdziale to "I'll stand by you" Fifth harmony :)
Stałem przy oknie i przyglądałem się wszystkim ludziom. Wśród nich zauważyłem parę zakochanych. Szli razem, ale było widać, że coś ich męczy. Zaczęli się kłócić. Chyba nie obchodziło ich to, ze wszyscy to widzą. Ten chłopak musiał zrobić coś strasznego skoro dziewczyna tak na niego krzyczała. Uśmiechnąłem się pod nosem, w końcu widać, że dziewczyna wie o co walczy. ale po chwili głupawy uśmieszek zszedł z mojej twarzy. On podniósł rękę i uderzył ją. Upadła na ziemię a z jej nosa poleciała krew. Pomógł jej wstać i chciał przytulić ją i przeprosić. Mimo tego ona odepchnęła go i poszła zupełnie w inną stronę niż on.
Brzmi trochę jak scena z filmu, ale widziałem to na własne oczy.
-Straszne nie?-usłyszałem głos i aż podskoczyłem
-No trochę...
-Niektórzy ludzie po prostu nie są stworzeni by kochać...
-Co masz na myśli?
-Mówią, że kochają a później robią coś by zranić. Krzywdzą. Wyrzucają wszystkie uczucia na moment, ale one już nie wracają...
Zdenerwowałem się.
-Jak możesz mi to teraz mówić?!-odwróciłem się i złapałem nieznajomego za koszulkę
-Mogę, bo własnie po to tu jestem-uśmiechnął się szyderczo pomocnik Steven'a
-Wyjdź stąd! I nigdy nie wracaj!-uderzyłem go w twarz
-No dawaj uderz mocniej przecież wiem jak tego chcesz. A może sam siebie powinieneś tak uderzyć? To przez Ciebie Darlene leży nieprzytomna w łóżku.
-Nic już nie mów! Ja... Po prostu wyjdź.-odwróciłem się i zacisnąłem oczy, żeby nie pozwolić moim łzom wyjść na zewnątrz gdy on tu będzie. Widziałem w szybie jak wychodzi z sali z triumfem na twarzy.
-Niall coś nie tak?
Usłyszałem cichy głos za mną. To nie mogła być prawda.
-Ja po prostu...Darlene!-podbiegłem do niej i złapałem na ręce-o mój boże to Ty obudziłaś się! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
-Niall ona się nie obudziła. To ty zasnąłeś.
-Co? Ale jak to?-zapłakałem.
-Lepiej mi powiedz co się stało z Twoją ręką...
-Był tu jeden z gości Steven'a...
-Zrobił Ci coś?-zapytał zdenerwowany Lou
-Nie nic ja zrobiłem jemu...
-Co?!
-Obiłem mu gębę.
-Czemu?
-Należało mu się. I nie wiem czy nie powinienem zrobić tego mocniej.
-Dobra stary połóż się odetchnij. Ja muszę uciekać siedziałem tu już dobre dwie godziny. Trzymaj się jutro wpadnę.
-Okej narazie.
Nie mogłem leżeć bezczynnie i nic nie robić. Musiałem wstać. Wszyscy już wiedzieli, że czasami muszę robić spacerki do sali numer 9, więc nikt mnie nie zatrzymywał jak wyszedłem ze swojej sali i szedłem spokojnie.
Wszedłem do środka a moje oczy po raz kolejny tego dnia się zaszkliły.
-Darlene ja tak bardzo Cię przepraszam...Nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nikomu. I ja sam będę uważał.
Odpowiedziała mi tylko cisza.
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
I'll stand by you-zaśpiewałem i zapłakałem.
-Och why you look so sad?
Tears are in your eyes
Come on and come to me now.
Don't be ashamed to cry
Let me see you through
'cause I've seen the dark side to
When the night falls on you
You don't know what to do
Nothing you confess
could meka me love you mess-usłyszałem ciche słowa
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
-I'll stand by you-dokończyliśmy razem a ja rozpłakałem się jak dziecko.
-Nie płacz już.-powiedziałam najwyraźniej jak się dało.
-Ale ja...po prostu nie mogę.
-So if you're mad, get mad
don't hold it all inside
come on and talk to me now
Hey, what you got to hide?
I get angry too
Well I'm a lot like you
When you're standing at the crossroads
And don't know which path to choose
Lat me come along
'cause even if you're wrong-zaśpiewałam dalej
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
I'll stand by you
Take me in, into your darkest hour
and I'll never desert you
-I'll stand by you...-zaśpiewaliśmy razem i poczułam jak po moich jak i Niall'a policzkach płyną łzy.
Usłyszałam oklaski.
-Brawo. Pięknie wam to wyszło-powiedział ktoś pociągając nosem. Nie znałam tej osoby. Miała dość wysoki głos, choć wyczułam, ze to chłopak.
-Lou co ty tu robisz?
-Zapomniałem wejść do Darlene więc zdecydowałem się wrócić do sali i zobaczyć co u niej, ale widzę, ze mnie wyprzedziłeś.
-No tak troszkę-zaśmiał się wycierając oczy.
-Don't be ashamed to cry-usłyszałam głos Louisa.-Słuchaj rad swojej dziewczyny. Każdy ma uczucia i każdy może je okazywać.
-Taa dzięki za radę, ale lepiej pójdę po pielęgniarkę, żeby przyszła i zbadała Dar.
-Nie trzeba usłyszałem jak śpiewacie i poszedłem już dawno. Biedna tak się rozpłakała, ze zmoczyła sobie całą górę od fartucha...
-Moi drodzy to było wspaniałe-powiedziała zapłakana pielęgniarka wchodząc do sali.-Nigdy nie widziałam czegoś równie pięknego i romantycznego.
-Dziękujemy bardzo...
-Cały personel zszedł się tutaj, żeby posłuchać.
-Cały?!-zapytaliśmy równocześnie
-Calutki-zaśmiał się Lou i otworzył drzwi szeroko.
-Ordynator odchodzi od zmysłów, bo wszyscy stwierdzili, że już się nie obudzisz i chcieliśmy jakoś uświadomić z tą myślą pani chłopaka...A tu takie rzeczy się dzieją!
-Nie pozwoliłbym jej odłączyć-Niall spoważniał
-Ale ja się obudziłam i nawet nie było takiej potrzeby.
-I tak bym nie pozwolił!
-Niall uspokój się!
-Przepraszam poniosło mnie. Za dużo emocji na jeden dzień...
-Bardzo rzadko się zdarza, że do życia przywraca głos ukochanej osoby. Bardzo rzadko.
-A więc jestem szczęściarą-uśmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka.
-Przepraszam...-usłyszałam głos innej pielęgniarki
-Coś się stało?-zapytałam
-Nie tylko... Czy moglibyście jeszcze raz zaśpiewać? prosimy...
-Co ty na to ukochana osobo?
-Z największą przyjemnością.
Zaśpiewaliśmy ponownie. Wszyscy płakali przyszło nawet kilkoro pacjentów. Nie wiedziałem, ze to, ze śpiewam i to jeszcze w duecie wywoła kiedykolwiek takie emocje.
Byłem szczęśliwy. I nie mogę uwierzyć, że to tylko dzięki mojemu głosowi Darlene się obudziła i jest ze mną tutaj znowu.
Nie zniszczę tego więcej. Obiecuję Darlene.I'll never desert you...
___________________________________________________________________________
A więc 10 rozdział za nami jestem taka szczęśliwa, że udało mi się dotrwać... Dziękuję bardzo wszystkim czytającym a szczególnie Oliwii Horan, bo jej komentarz pojawia się praktycznie pod każdym rozdziałem. No i oczywiście dziękuję Louise, która nie komentuje ale czyta moje opowiadanie. Oczywiście nie mogę zapomnieć o Marcie, która dopiero zaczęła czytać :) Dobra nie rozpisuję się dalej. Naprawdę cieszę się, ze dotarłam już tak daleko. Powtórzę to naprawdę cieszę się, ze ktokolwiek czyta te moje wypociny. Kocham Was :*
P.S. Tekst piosenki w tym rozdziale to "I'll stand by you" Fifth harmony :)
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział 9
Przyjechałem wcześniej niż się umówiliśmy. Miałem nadzieję, że nic się z tego powodu nie stanie. Zapukałem do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Lekko pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Było cicho. Aż za cicho. W środku było czysto. Nic nie wskazywało, ze ktokolwiek niechciany tu był. Wszedłem na górę i zajrzałem do sypialni. Łóżko było jeszcze nie pościelone.
-Musieli niedawno wstać.-powiedziałem do siebie i wyszedłem szybkim krokiem z pokoju.
Przeszukałem cały dom i nic nie znalazłem. Przechodząc po raz któryś z kolei zobaczyłem otwarte drzwi prowadzące do ogrodu. Wyszedłem i zamurowało mnie. Na ziemi leżał Niall przytulający do siebie jak mniemam Darlene. Byli cali mokrzy.
Podszedłem i zbadałem puls Niall'a. Czulem go, czyli żył.
-Niall stary. Hej Niall. Słyszysz mnie?-zero reakcji.
Miałem nadzieję, że z dziewczyną będzie lepiej. Podszedłem i zbadałem jej puls. Był ledwie wyczuwalny. Ale był i to się liczyło.
Nie zastanawiałem się tylko wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na pogotowie. Po 5 minutach już byliśmy w drodze do szpitala.
Cholernie trzęsły mi się ręce. Nic nie mogłem trzymać,bo mi wypadało. W końcu pielęgniarka podała mi proszki na uspokojenie i jakoś poszło.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Myślałem, że zejdę im w karetce przez te nerwy.
Darlene zabrali na OIOM. Niall'a zresztą też, bo nie wiedzieli co się im stało. Nikt nie wiedział.
Po upływie około 20 minut pielęgniarki wiozły parę do sali. Zrobili to, czego się obawiałem. Rozdzielili ich. Niall poszedł do sali numer 5 a Dar do 9.
Było pewne, że Niall jak tylko się obudzi i nie zobaczy jej to nawet jak będzie miał zakaz to wstanie i do niej pójdzie.
Byłem cały czas przy nich. Raz w jednej sali raz w drugiej. Musiało to zabawnie wyglądać, jak co 30 minut zmieniałem salę. Ale nie mogłem inaczej. Chciałem być przy obojgu w razie gdyby się obudzili.
Minęło sporo czasu a ja dalej trwałem na szpitalnym krzesełku. W końcu rozsiadłem się wygodnie i po chwili zasnąłem.
Chciałem otworzyć oczy. Było mi trudno. Nie wiedziałem co się dookoła mnie dzieje. Uchyliłem powieki a moje oczy poraziło białe światło. Zamknąłem je szybko z powrotem.
Po chwili otworzyłem je ponownie. Tym razem zdecydowanie. Rozejrzałem się dookoła i nie wierzyłem własnym oczom. Byłem w szpitalu. Usłyszałem czyjś równy oddech. Odwróciłem głowę i zobaczyłem mojego przyjaciela.
-Będę Ci dłużny do końca życia-wyszeptałem i zaszlochałem cicho.
-No dobra ale nie musisz mi się tu rozklejać...
-Ja się nie rozklejam. Tylko wycieram oczy...
-Nazywaj to jak chcesz. Jak się czujesz?
-Może być lepiej...
-Nie dziwię się.gdybym nie przyjechał wcześniej to pewnie oboje leżelibyście martwi koło basenu.
-Jak długo już tu jesteśmy?
-Już dobre trzynaście godzin.
-Czyli, że jest godzina...?
-23.18 dokładnie. A nie już 19.
-Czyli dobre czternaście godzin nic nie kontaktowałem...
-No niestety.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwałem ze zdenerwowaniem w głosie.
-Gdzie Darlene?!
-W sali numer 9 spokojnie.
-Jak mam być spokojny skoro to wszystko moja wina? Czy ona żyje?
-Żyje i jej stan jest już stabilny.
-Już?
-Ech...Jak pogotowie przyjechało jej puls był niemal nie wyczuwalny.
-O matko co ja zrobiłem...-rozpłakałem się
-Niall stary już dobrze. Nie masz się o co martwić. Poczekaj pójde do pielęgniarki i powiem, ze się obudziłeś.
-Dobra idź.
Nie mogłem sobie wybaczyć tego, co zrobiłem. Mogłem jej najpierw posłuchać. Zachowałem się jak skończony idiota. Ale przysięgam, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu.
Dobra chyba pora wstać i iść do sali Darlene. Muszę zobaczyć co z nią. Boję się.
Słyszałam jakieś szepty na sali. Chciałam wstać lub chociaż otworzyć oczy, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Miałam wrażenie, że coś mnie przygniata do łóżka i na siłę trzyma powieki.
W pewnym momencie usłyszałam kroki i to, że ktoś otwiera drzwi do mojej sali. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam kto to może być. Może jakaś pielęgniarką? A może to sprzątaczka?
Ta osoba zbliżała się, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Nagle usłyszałam głos.
-Darlene wybaczysz mi to kiedyś? Jestem debilem, wiem to. Ale obiecuję, że już nigdy więcej nie zrobię nic bez wiedzy na ten temat. Ob...
-Niall Horan? Czemu pan nie jest w swojej sali? Proszę szybko wracać.
-Ale ja chciałem tylko.
-Nie obchodzi mnie co pan chciał. Proszę wrócić do swojej sali.
Po chwili znowu zapadła cisza. Zaczęłam rozmyślać.
Jest osobą, która odpisuje na moje sms'y o każdej porze. Odbiera moje telefony w środku nocy i najzwyczajniej w świecie słucha, dopóki nie wyrzucę z siebie wszystkiego. Jest gotowy zerwać się z łóżka o szóstej nad ranem i przybiec do mnie po ulicy skutej lodem, bo potrzebuję się komuś wyżalić. Wie kiedy potrzebuję jego rady a kiedy obecności i milczenia. Jest przy mnie bezustannie. Nie odejdzie przy najbliższej okazji, z mocniejszym podmuchem wiatru. Wiecie kto to? Tak to właśnie Niall. Mój chłopak, podkreślę to zdanie MÓJ CHŁOPAK. Bo on zawsze jest był i będzie.
Kocham Cię Niall.
-Musieli niedawno wstać.-powiedziałem do siebie i wyszedłem szybkim krokiem z pokoju.
Przeszukałem cały dom i nic nie znalazłem. Przechodząc po raz któryś z kolei zobaczyłem otwarte drzwi prowadzące do ogrodu. Wyszedłem i zamurowało mnie. Na ziemi leżał Niall przytulający do siebie jak mniemam Darlene. Byli cali mokrzy.
Podszedłem i zbadałem puls Niall'a. Czulem go, czyli żył.
-Niall stary. Hej Niall. Słyszysz mnie?-zero reakcji.
Miałem nadzieję, że z dziewczyną będzie lepiej. Podszedłem i zbadałem jej puls. Był ledwie wyczuwalny. Ale był i to się liczyło.
Nie zastanawiałem się tylko wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na pogotowie. Po 5 minutach już byliśmy w drodze do szpitala.
Cholernie trzęsły mi się ręce. Nic nie mogłem trzymać,bo mi wypadało. W końcu pielęgniarka podała mi proszki na uspokojenie i jakoś poszło.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Myślałem, że zejdę im w karetce przez te nerwy.
Darlene zabrali na OIOM. Niall'a zresztą też, bo nie wiedzieli co się im stało. Nikt nie wiedział.
Po upływie około 20 minut pielęgniarki wiozły parę do sali. Zrobili to, czego się obawiałem. Rozdzielili ich. Niall poszedł do sali numer 5 a Dar do 9.
Było pewne, że Niall jak tylko się obudzi i nie zobaczy jej to nawet jak będzie miał zakaz to wstanie i do niej pójdzie.
Byłem cały czas przy nich. Raz w jednej sali raz w drugiej. Musiało to zabawnie wyglądać, jak co 30 minut zmieniałem salę. Ale nie mogłem inaczej. Chciałem być przy obojgu w razie gdyby się obudzili.
Minęło sporo czasu a ja dalej trwałem na szpitalnym krzesełku. W końcu rozsiadłem się wygodnie i po chwili zasnąłem.
Chciałem otworzyć oczy. Było mi trudno. Nie wiedziałem co się dookoła mnie dzieje. Uchyliłem powieki a moje oczy poraziło białe światło. Zamknąłem je szybko z powrotem.
Po chwili otworzyłem je ponownie. Tym razem zdecydowanie. Rozejrzałem się dookoła i nie wierzyłem własnym oczom. Byłem w szpitalu. Usłyszałem czyjś równy oddech. Odwróciłem głowę i zobaczyłem mojego przyjaciela.
-Będę Ci dłużny do końca życia-wyszeptałem i zaszlochałem cicho.
-No dobra ale nie musisz mi się tu rozklejać...
-Ja się nie rozklejam. Tylko wycieram oczy...
-Nazywaj to jak chcesz. Jak się czujesz?
-Może być lepiej...
-Nie dziwię się.gdybym nie przyjechał wcześniej to pewnie oboje leżelibyście martwi koło basenu.
-Jak długo już tu jesteśmy?
-Już dobre trzynaście godzin.
-Czyli, że jest godzina...?
-23.18 dokładnie. A nie już 19.
-Czyli dobre czternaście godzin nic nie kontaktowałem...
-No niestety.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwałem ze zdenerwowaniem w głosie.
-Gdzie Darlene?!
-W sali numer 9 spokojnie.
-Jak mam być spokojny skoro to wszystko moja wina? Czy ona żyje?
-Żyje i jej stan jest już stabilny.
-Już?
-Ech...Jak pogotowie przyjechało jej puls był niemal nie wyczuwalny.
-O matko co ja zrobiłem...-rozpłakałem się
-Niall stary już dobrze. Nie masz się o co martwić. Poczekaj pójde do pielęgniarki i powiem, ze się obudziłeś.
-Dobra idź.
Nie mogłem sobie wybaczyć tego, co zrobiłem. Mogłem jej najpierw posłuchać. Zachowałem się jak skończony idiota. Ale przysięgam, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu.
Dobra chyba pora wstać i iść do sali Darlene. Muszę zobaczyć co z nią. Boję się.
Słyszałam jakieś szepty na sali. Chciałam wstać lub chociaż otworzyć oczy, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Miałam wrażenie, że coś mnie przygniata do łóżka i na siłę trzyma powieki.
W pewnym momencie usłyszałam kroki i to, że ktoś otwiera drzwi do mojej sali. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam kto to może być. Może jakaś pielęgniarką? A może to sprzątaczka?
Ta osoba zbliżała się, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Nagle usłyszałam głos.
-Darlene wybaczysz mi to kiedyś? Jestem debilem, wiem to. Ale obiecuję, że już nigdy więcej nie zrobię nic bez wiedzy na ten temat. Ob...
-Niall Horan? Czemu pan nie jest w swojej sali? Proszę szybko wracać.
-Ale ja chciałem tylko.
-Nie obchodzi mnie co pan chciał. Proszę wrócić do swojej sali.
Po chwili znowu zapadła cisza. Zaczęłam rozmyślać.
Jest osobą, która odpisuje na moje sms'y o każdej porze. Odbiera moje telefony w środku nocy i najzwyczajniej w świecie słucha, dopóki nie wyrzucę z siebie wszystkiego. Jest gotowy zerwać się z łóżka o szóstej nad ranem i przybiec do mnie po ulicy skutej lodem, bo potrzebuję się komuś wyżalić. Wie kiedy potrzebuję jego rady a kiedy obecności i milczenia. Jest przy mnie bezustannie. Nie odejdzie przy najbliższej okazji, z mocniejszym podmuchem wiatru. Wiecie kto to? Tak to właśnie Niall. Mój chłopak, podkreślę to zdanie MÓJ CHŁOPAK. Bo on zawsze jest był i będzie.
Kocham Cię Niall.
poniedziałek, 29 lipca 2013
Rozdział 8
Tego dnia obudziłam się wcześnie, bo o 6.30. Zdziwiło mnie to, bo zawsze należałam do śpiących dość długo.Chciałam zasnąć na jeszcze trochę, ale nie udało mi się to. Wiedziałam, że do przyjazdu Louisa jeszcze dużo czasu. Bałam się całego tego spotkania.Wstałam z łóżka i powoli zeszłam na dół. Podłoga była przyjemnie zimna. Uśmiechnęłam się słabo, bo przypomniało mi się, jak mama zawsze zabraniała mi chodzić na boso po podłodze.
A teraz jej tu nie ma. Tak po prostu tamci ludzie przyszli tu i zabrali ją, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego? Bo zostawiłam ją! Nie dawałam znaku życia. Nic po prostu zero. A w tym momencie ona była moim słabym punktem do uderzenia.
-Co ja zrobiłam...-powiedziałam do siebie a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Skarbie to nie Twoja wina. To ja Cię w to wpakowałem i powinienem chronić wszystkich Twoich najbliższych a nie tylko Ciebię, bo byłaś najbliżej-powiedziałem i złapałem ją w talii.
-Och nie śpisz już-usłyszałem w odpowiedzi i zauważyłem, jak Darlene ociera swoje policzki i uśmiecha się sztucznie.-Co robimy na śniadanie?
-Nie udawaj, że nic się nie stało bo wszyscy wiemy, ze tak nie jest.
-Ale co mam teraz zrobić? Usiąść i płakać?
Na to pytanie nie potrafiłem odpowiedzieć.
-Otóż nie. Muszę być silna. Nam wszystkim jest teraz potrzebna siła i wiele spokoju.
Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią. Nie znałem jej od tej strony. Od walecznej strony.
-Wiesz...z każdym dniem coraz bardziej mnie zaskakujesz. Ale podoba mi się to.-byłem pewny swoich słów, które najwyraźniej zdziwiły Darlene.-A jeżeli chodzi o mnie to poproszę obiecane naleśniki-mrugnąłem i zaśmiałem się.
-Jeżeli je zrobisz to nie ma problemu-zaczęła się śmiać
-Ja Ci dam!-krzyknąłem i zacząłem ganiać ją po kuchni.
Złapałem ją szybko i wybiegłam do ogródka jej domu.
-Nawet o tym nie myśl Horan!-krzyknęła
-O czym?-zapytałem i podrzuciłem ją delikatnie do góry
-O wrzuceniu mnie do wody
-Ojej czemu? Boisz się zmoczyć koszulke albo spodnie?
-Nie nie boję.
-No to w czym problem.
Nie zdążyłam nic powiedzieć. Zostałam podrzucona do góry i juz po chwili czułam jak zderzam się z taflą wody. Spanikowałam.
-Niall!-Tylko tyle zdążyłam krzyknąć i zniknęłam po taflą.
Gdzieś w tle słyszałam jeszcze śmiech chłopaka. Ale mi nie było do śmiechu.
Starałam się jakoś wypłynąć na powierzchnię, ale nie było to łatwe. W płucach brakowało mi już tlenu i miałam wrażenie, że głowa mi zaraz eksploduje. Poddałam się. Nie walczyłam dalej, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Po kilku sekundach wszystko co widziałam robiło się czarne, a ja nie wiedziałam już co się ze mną dzieje.
Patrzyłem jak Dar chlapie wodą na wszystkie strony. Nie powiem bawiło mnie to. Ale to jak krzyknęła moje imię zaniepokoiło mnie. W pierwszej chwili myślałem, ze się ze mnie nabija, ale jak długo się nie wynurzała postanowiłem wskoczyć do wody. Bałem się, że coś się jej stanie. Szybko wskoczyłem do wody. Nawet nie zdjąłem butów. Zanurkowałem i zacząłem szukać dziewczyny. Nie mogłem jej znaleźć. Byłem strasznie zdenerwowany.
"Jaki ja jestem głupi"-pomyślałem. Pewnie dlatego Darlene nie chciała, żeby ją wrzucać do wody.
Gdy tylko ją zobaczyłem złapałem ją i wypłynąłem na powierzchnię. Jej usta były zimne. Bałem się. Bałem się, ze zrobiłem to, przed czym tak ją chronię. Ułożyłem ją na płytkach przy basenie i starałem się ją obudzić.
Nic nie skutkowało. Byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić. Położyłem się obok i bardzo mocno przytuliłem. Nie wiem, czy przez to przytulenie nie złamałem jej jakiegoś żebra. Poluźniłem uścisk i leżałem obok. Nie chciałem zadzwonić na pogotowie. Nie wiem co bym im powiedział.
Oddychałem ciężko. Strach mną zawładnął. Przysunąłem się bliżej i ogrzewałem ją swoim ciałem. Miałem nadzieję, że to choć odrobinę pomoże.
Trząsłem się. Nie wiem czy to z zimna czy ze strachu a może ze złości? Nie mam pojęcia. Uderzyłem ręką w posadzkę i syknąłem z bólu.
-No świetnie. Jeszcze tego brakowało.
Mijały sekundy a po nich minuty a ja wykazywałem się ogromną głupotą i traciłem nadzieję.
-Wybacz mi Darlene. Kocham Cię...
Położyłem głowę na ziemi i po prostu odpłynąłem nie wiedząc co się dzieje.
A teraz jej tu nie ma. Tak po prostu tamci ludzie przyszli tu i zabrali ją, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego? Bo zostawiłam ją! Nie dawałam znaku życia. Nic po prostu zero. A w tym momencie ona była moim słabym punktem do uderzenia.
-Co ja zrobiłam...-powiedziałam do siebie a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Skarbie to nie Twoja wina. To ja Cię w to wpakowałem i powinienem chronić wszystkich Twoich najbliższych a nie tylko Ciebię, bo byłaś najbliżej-powiedziałem i złapałem ją w talii.
-Och nie śpisz już-usłyszałem w odpowiedzi i zauważyłem, jak Darlene ociera swoje policzki i uśmiecha się sztucznie.-Co robimy na śniadanie?
-Nie udawaj, że nic się nie stało bo wszyscy wiemy, ze tak nie jest.
-Ale co mam teraz zrobić? Usiąść i płakać?
Na to pytanie nie potrafiłem odpowiedzieć.
-Otóż nie. Muszę być silna. Nam wszystkim jest teraz potrzebna siła i wiele spokoju.
Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią. Nie znałem jej od tej strony. Od walecznej strony.
-Wiesz...z każdym dniem coraz bardziej mnie zaskakujesz. Ale podoba mi się to.-byłem pewny swoich słów, które najwyraźniej zdziwiły Darlene.-A jeżeli chodzi o mnie to poproszę obiecane naleśniki-mrugnąłem i zaśmiałem się.
-Jeżeli je zrobisz to nie ma problemu-zaczęła się śmiać
-Ja Ci dam!-krzyknąłem i zacząłem ganiać ją po kuchni.
Złapałem ją szybko i wybiegłam do ogródka jej domu.
-Nawet o tym nie myśl Horan!-krzyknęła
-O czym?-zapytałem i podrzuciłem ją delikatnie do góry
-O wrzuceniu mnie do wody
-Ojej czemu? Boisz się zmoczyć koszulke albo spodnie?
-Nie nie boję.
-No to w czym problem.
Nie zdążyłam nic powiedzieć. Zostałam podrzucona do góry i juz po chwili czułam jak zderzam się z taflą wody. Spanikowałam.
-Niall!-Tylko tyle zdążyłam krzyknąć i zniknęłam po taflą.
Gdzieś w tle słyszałam jeszcze śmiech chłopaka. Ale mi nie było do śmiechu.
Starałam się jakoś wypłynąć na powierzchnię, ale nie było to łatwe. W płucach brakowało mi już tlenu i miałam wrażenie, że głowa mi zaraz eksploduje. Poddałam się. Nie walczyłam dalej, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Po kilku sekundach wszystko co widziałam robiło się czarne, a ja nie wiedziałam już co się ze mną dzieje.
Patrzyłem jak Dar chlapie wodą na wszystkie strony. Nie powiem bawiło mnie to. Ale to jak krzyknęła moje imię zaniepokoiło mnie. W pierwszej chwili myślałem, ze się ze mnie nabija, ale jak długo się nie wynurzała postanowiłem wskoczyć do wody. Bałem się, że coś się jej stanie. Szybko wskoczyłem do wody. Nawet nie zdjąłem butów. Zanurkowałem i zacząłem szukać dziewczyny. Nie mogłem jej znaleźć. Byłem strasznie zdenerwowany.
"Jaki ja jestem głupi"-pomyślałem. Pewnie dlatego Darlene nie chciała, żeby ją wrzucać do wody.
Gdy tylko ją zobaczyłem złapałem ją i wypłynąłem na powierzchnię. Jej usta były zimne. Bałem się. Bałem się, ze zrobiłem to, przed czym tak ją chronię. Ułożyłem ją na płytkach przy basenie i starałem się ją obudzić.
Nic nie skutkowało. Byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić. Położyłem się obok i bardzo mocno przytuliłem. Nie wiem, czy przez to przytulenie nie złamałem jej jakiegoś żebra. Poluźniłem uścisk i leżałem obok. Nie chciałem zadzwonić na pogotowie. Nie wiem co bym im powiedział.
Oddychałem ciężko. Strach mną zawładnął. Przysunąłem się bliżej i ogrzewałem ją swoim ciałem. Miałem nadzieję, że to choć odrobinę pomoże.
Trząsłem się. Nie wiem czy to z zimna czy ze strachu a może ze złości? Nie mam pojęcia. Uderzyłem ręką w posadzkę i syknąłem z bólu.
-No świetnie. Jeszcze tego brakowało.
Mijały sekundy a po nich minuty a ja wykazywałem się ogromną głupotą i traciłem nadzieję.
-Wybacz mi Darlene. Kocham Cię...
Położyłem głowę na ziemi i po prostu odpłynąłem nie wiedząc co się dzieje.
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 7
-Jesteś pewny, ze chcesz, żeby tak było?
-Jestem tego pewny bardziej niż tego co zjem dziś na kolację.
-Myślisz, że mama i Jul będą cali?
-jeżeli wszystko pójdzie sprawnie to będą.Posłuchaj jutro musisz tam iść. Idź do łazienki umyj się, a ja w tym czasie zadzwonię do Louisa, żeby przyjechał i pójdziemy spać dobrze?
-Dobrze-pocałowałam go, po czym udałam się do łazienki.
~Niall~
Musiałem upewnić się, że Darlene wejdzie do łazienki. Wziąłem telefon i wybrałem numer Lou.
-hej stary mam pewną sprawę.
-Znowu chcesz się u mnie ukrywać?
-Nie. Tym razem potrzebuję Cię tutaj. Przyjedź prosze do domu mojej dziewczyny...-podał adres, dokładne dane i o co mu chodzi.
-Dobrze. Powinienem być jutro koło 10.
-Dobra czekamy. W razie czego będziecie miec mała obstawę.
-Spoko. Dobrej nocy.
-Dobranoc.
Rozłączyłem się i zobaczyłem Darlene wychodzącą z łazienki. Z jej włosów kapała woda, która po chwili spływała po jej kruchym ciałku.
Podszedłem do niej i pocałowałem w skroń.
-Załatwiłeś wszystko?
-Oczywiście królewno.
-Wiesz...Dziękuję Ci.
-Za co?
-Za wszytsko. Za to, ze się mną opiekujesz, bronisz i, że po prostu jesteś-spojrzała mi w oczy.
~Dar~
Zatapiałam się w tych pięknych oczach. Gdy był z daleka od zdenerwowania i stresu jego oczy miały barwę oceanu. Taką piękną i głęboką jak wielka głębia.
Nie umiem pływać, więc często śmieję się, że patrząc w jego oczy topię się.
-Niall...
-Tak?
-Opowiedz mi o swoich byłych dziewczynach...
-Co chcesz o nich wiedzieć?
-Jakie były ich kolory oczu, włosów ich charaktery i to, że odeszły do historii, że napewno odeszły do historii, która nigdy nie wróci.
-A więc...-zaciął się. Wiedziałam, ze zrozumiał o co mi chodziło.-Dla mnie liczysz się tylko Ty. tamte dziewczyny nic dla mnie nie znaczyły. A dzięki Tobie jestem innym człowiekiem. Ty zmieniłaś moje życie na lepsze. Gdybym miał wybierać między godziną z inną a minutą z Tobą zdecydowanie wybrałbym minutę z Tobą, bo Cię kocham.
-Kochasz mnie?
-Tak kocham i to bardzo.-oparł swoją głowę w zgłębieniu mojej szyi. Czułam jego oddech, który delikatnie otulał moje ramię.
-też Cię kocham Niall. Nawet nie wiesz jak bardzo.
~Niall~
Obawiałem się tego pytania. Moja przeszłość była jaka była, mimo to nie chciałem jej okłamywać. Opowiedziałem jej wszystko. W pierwszym momencie było widać na jej twarzy, że nie jest zadowolona. Mimo tego gdy skończyłem przytuliła się do mnie. I poczułem jak delikatnie moczy moją koszulkę.
-Ja nie chcę tego.
-Czego?
-Skończyć tak jak tamte. Nie chcę, żebyś się mną pobawił a później zostawił.
-Bawi się i zostawia zabawki a Ty nie jesteś zabawką. Nigdy mi się nie znudzisz.
Ponownie wtuliła się we mnie. Czułem na swojej klatce jej łkanie.
-Nie płacz skarbie. Nie zostawię Cię.
-Napewno?
-Napewno-chodźmy już spać, bo jutro rano Lou przyjedzie.
-Jaki on jest?
-Lou? Hm... Inteligenty, zabawny, uroczy i chociaż, że ma 21 lat to zachowuje się jak siedmio-letnie dziecko.
-Dzecko? Przecież 21 lat to dużo. Powinien być odpowiedzialny.
-I jest. Ale czasami się zapomina i no cóż nie panuje nad sobą.
-Mam nadzieję, że mnie polubi.
-Polubi na pewno.
Leżeliśmy jeszcze 15 minut aż w końcu usłyszałem cichutkie pochrapywanie Darlene.
-Jestem tego pewny bardziej niż tego co zjem dziś na kolację.
-Myślisz, że mama i Jul będą cali?
-jeżeli wszystko pójdzie sprawnie to będą.Posłuchaj jutro musisz tam iść. Idź do łazienki umyj się, a ja w tym czasie zadzwonię do Louisa, żeby przyjechał i pójdziemy spać dobrze?
-Dobrze-pocałowałam go, po czym udałam się do łazienki.
~Niall~
Musiałem upewnić się, że Darlene wejdzie do łazienki. Wziąłem telefon i wybrałem numer Lou.
-hej stary mam pewną sprawę.
-Znowu chcesz się u mnie ukrywać?
-Nie. Tym razem potrzebuję Cię tutaj. Przyjedź prosze do domu mojej dziewczyny...-podał adres, dokładne dane i o co mu chodzi.
-Dobrze. Powinienem być jutro koło 10.
-Dobra czekamy. W razie czego będziecie miec mała obstawę.
-Spoko. Dobrej nocy.
-Dobranoc.
Rozłączyłem się i zobaczyłem Darlene wychodzącą z łazienki. Z jej włosów kapała woda, która po chwili spływała po jej kruchym ciałku.
Podszedłem do niej i pocałowałem w skroń.
-Załatwiłeś wszystko?
-Oczywiście królewno.
-Wiesz...Dziękuję Ci.
-Za co?
-Za wszytsko. Za to, ze się mną opiekujesz, bronisz i, że po prostu jesteś-spojrzała mi w oczy.
~Dar~
Zatapiałam się w tych pięknych oczach. Gdy był z daleka od zdenerwowania i stresu jego oczy miały barwę oceanu. Taką piękną i głęboką jak wielka głębia.
Nie umiem pływać, więc często śmieję się, że patrząc w jego oczy topię się.
-Niall...
-Tak?
-Opowiedz mi o swoich byłych dziewczynach...
-Co chcesz o nich wiedzieć?
-Jakie były ich kolory oczu, włosów ich charaktery i to, że odeszły do historii, że napewno odeszły do historii, która nigdy nie wróci.
-A więc...-zaciął się. Wiedziałam, ze zrozumiał o co mi chodziło.-Dla mnie liczysz się tylko Ty. tamte dziewczyny nic dla mnie nie znaczyły. A dzięki Tobie jestem innym człowiekiem. Ty zmieniłaś moje życie na lepsze. Gdybym miał wybierać między godziną z inną a minutą z Tobą zdecydowanie wybrałbym minutę z Tobą, bo Cię kocham.
-Kochasz mnie?
-Tak kocham i to bardzo.-oparł swoją głowę w zgłębieniu mojej szyi. Czułam jego oddech, który delikatnie otulał moje ramię.
-też Cię kocham Niall. Nawet nie wiesz jak bardzo.
~Niall~
Obawiałem się tego pytania. Moja przeszłość była jaka była, mimo to nie chciałem jej okłamywać. Opowiedziałem jej wszystko. W pierwszym momencie było widać na jej twarzy, że nie jest zadowolona. Mimo tego gdy skończyłem przytuliła się do mnie. I poczułem jak delikatnie moczy moją koszulkę.
-Ja nie chcę tego.
-Czego?
-Skończyć tak jak tamte. Nie chcę, żebyś się mną pobawił a później zostawił.
-Bawi się i zostawia zabawki a Ty nie jesteś zabawką. Nigdy mi się nie znudzisz.
Ponownie wtuliła się we mnie. Czułem na swojej klatce jej łkanie.
-Nie płacz skarbie. Nie zostawię Cię.
-Napewno?
-Napewno-chodźmy już spać, bo jutro rano Lou przyjedzie.
-Jaki on jest?
-Lou? Hm... Inteligenty, zabawny, uroczy i chociaż, że ma 21 lat to zachowuje się jak siedmio-letnie dziecko.
-Dzecko? Przecież 21 lat to dużo. Powinien być odpowiedzialny.
-I jest. Ale czasami się zapomina i no cóż nie panuje nad sobą.
-Mam nadzieję, że mnie polubi.
-Polubi na pewno.
Leżeliśmy jeszcze 15 minut aż w końcu usłyszałem cichutkie pochrapywanie Darlene.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Rozdział 6
-Najpierw musisz mnie złapać-pokazałam chłopakowi język i zaczęłam uciekać dookoła samochodu.
-No proszę Cię. Chyba nie chcesz się zmęczyć.
-Wiesz mam 6 z wf-u więc to raczej Ty się zmęczysz.
-Ja przynajmniej nie jestem chwalipiętą-zaśmiał się Niall
Stanęłam i złapałam się pod boki.
-Czy Ty starasz się mnie właśnie obrazić?!-obużyłam się
-Ja? Nie...Nigdy...-zaczął się tłumaczyć
-Zaczynam przestawać Ci wierzyć kochaniutki
~Niall~
-Wiesz...Jak mi nie wierzysz to równie dobrze możesz wrócić do domu i zacząć się tłumaczyć gdzie byłaś tyle czasu-mrugnąłęm i uśmiechnąłem się cwaniacko
-Tłumaczenie się byłoby łatwiejsze
-Dobra wsiadaj już.
Darlene wsiadła do samochodu i zapieła pasy. Zdenerwowałem ją i o dziwo miałem z tego satysfakcję.
Odpaliłem silnik i ruszyłem z pobocza drogi.
-Ej czekać gdzie Ty jedziesz?!
-Mówiłaś, że tłumaczenie się byłoby łatwiejsze więc jedziemy do Ciebie.
-Ej czekaj co? Nie!
-Za późno.-powiedziałem i przyspieszyłem auto. Skręciłem na pola i po 10 minutach byliśmy na miejscu.
-Jakim cudem tak szybko tu przyjechaliśmy?
-Często tu bywałem. Chciałem Cię zobaczyć gdy miałem zły dzień.
Zacząłem tłumaczyć a w oczach Dar zaczął rosnąć strach. Odwróciłem się.
-Jasna cholera!
Nie zdążyłem nic więcej powiedzieć ani zrobić, bo Darlene już była w środku domu.
-Mamo!!-krzyczała płacząc jednocześnie. W końcu osunęła się na ziemię i wyszeptała:
-Mamusiu...Braciszku...
Nie mogłem patrzeć na ten moment.
Zacząłem chodzić po domu. Moje mięśnie były napięte. Tak byłem wściekły. Domyślałem się kto to był.
Znalazłem list.
-Darlene! Zobacz!-pobiegłem do niej co chwilę potykając się o porozwalane rzeczy.
-To list. Ale od kogo?-powiedziała ochrypłym od płaczu głosem.
-Od Steven'a...
-Kto to?
-Właśnie ten, o którym Ci nie chciałem powiedzieć. A już dawno powinienem!-walnąłem pięścią w ścianę.
~Darlene~
Znowu to się działo. Jego oczy zrobiły sie wyjątkowo ciemne. A na jego ciele uwidoczniły się żyły. Był zły i to bardzo.
Powoli doniosłam się z podłogi i podeszłam do niego od tyłu. Wzięłam z jego ręki list, położyłam na stołku, po czym przytuliłam się do niego jak najmocniej potrafiłam.
On odwrócił się do mnie i delikatnie pocałował moje usta.
-Przepraszam Cię kochanie...Nie chcę, żebyś przeze mnie była w niebezpieczeństwie.
-Ale nie będę, dopóki będziemy w tym razem.
-O ile będziemy w tym razem księżniczko.
-Na pewno będziemy nie mów tak-po moim policzku spłynęła jedna mała łza.-przeczytajmy może ten list.
"Droga Darlene
Mamy Twoją ukochaną mamusię i braciszka. Myślę, że chcesz ich jeszcze kiedyś zobaczyć. Jeżeli tak jest, to spotkajmy się za 2 dni o 13:00 koło starego dębu. Jeżeli Cię tam nie będzie to będziesz miała kłopoty więc lepiej przyjdź. I masz być bez Niall'a(wiemy, że się z nim spotykasz), bo jeżeli gdzieś go spotkamy to kogoś z tej dwójki możesz już nigdy nie zobaczyć. Steven. xx"
-Niall...-rozpłakałam się jak mała dziewczynka
-Ciii pójdziesz tam.
-Ale on...on.
-Napisał, że ma nie być tam mnie. Pójdziesz z Louisem.
-Kto to?
-Mój dobry znajomy.
-A jak nam coś zrobią?
-To ja wtedy zrobię coś im. Pamiętaj nigdy nie pozwolę, żeby ktokolwiek Cię skrzywdził skarbie-pocałował mnie w głowę i splutł nasze palce.
-No proszę Cię. Chyba nie chcesz się zmęczyć.
-Wiesz mam 6 z wf-u więc to raczej Ty się zmęczysz.
-Ja przynajmniej nie jestem chwalipiętą-zaśmiał się Niall
Stanęłam i złapałam się pod boki.
-Czy Ty starasz się mnie właśnie obrazić?!-obużyłam się
-Ja? Nie...Nigdy...-zaczął się tłumaczyć
-Zaczynam przestawać Ci wierzyć kochaniutki
~Niall~
-Wiesz...Jak mi nie wierzysz to równie dobrze możesz wrócić do domu i zacząć się tłumaczyć gdzie byłaś tyle czasu-mrugnąłęm i uśmiechnąłem się cwaniacko
-Tłumaczenie się byłoby łatwiejsze
-Dobra wsiadaj już.
Darlene wsiadła do samochodu i zapieła pasy. Zdenerwowałem ją i o dziwo miałem z tego satysfakcję.
Odpaliłem silnik i ruszyłem z pobocza drogi.
-Ej czekać gdzie Ty jedziesz?!
-Mówiłaś, że tłumaczenie się byłoby łatwiejsze więc jedziemy do Ciebie.
-Ej czekaj co? Nie!
-Za późno.-powiedziałem i przyspieszyłem auto. Skręciłem na pola i po 10 minutach byliśmy na miejscu.
-Jakim cudem tak szybko tu przyjechaliśmy?
-Często tu bywałem. Chciałem Cię zobaczyć gdy miałem zły dzień.
Zacząłem tłumaczyć a w oczach Dar zaczął rosnąć strach. Odwróciłem się.
-Jasna cholera!
Nie zdążyłem nic więcej powiedzieć ani zrobić, bo Darlene już była w środku domu.
-Mamo!!-krzyczała płacząc jednocześnie. W końcu osunęła się na ziemię i wyszeptała:
-Mamusiu...Braciszku...
Nie mogłem patrzeć na ten moment.
Zacząłem chodzić po domu. Moje mięśnie były napięte. Tak byłem wściekły. Domyślałem się kto to był.
Znalazłem list.
-Darlene! Zobacz!-pobiegłem do niej co chwilę potykając się o porozwalane rzeczy.
-To list. Ale od kogo?-powiedziała ochrypłym od płaczu głosem.
-Od Steven'a...
-Kto to?
-Właśnie ten, o którym Ci nie chciałem powiedzieć. A już dawno powinienem!-walnąłem pięścią w ścianę.
~Darlene~
Znowu to się działo. Jego oczy zrobiły sie wyjątkowo ciemne. A na jego ciele uwidoczniły się żyły. Był zły i to bardzo.
Powoli doniosłam się z podłogi i podeszłam do niego od tyłu. Wzięłam z jego ręki list, położyłam na stołku, po czym przytuliłam się do niego jak najmocniej potrafiłam.
On odwrócił się do mnie i delikatnie pocałował moje usta.
-Przepraszam Cię kochanie...Nie chcę, żebyś przeze mnie była w niebezpieczeństwie.
-Ale nie będę, dopóki będziemy w tym razem.
-O ile będziemy w tym razem księżniczko.
-Na pewno będziemy nie mów tak-po moim policzku spłynęła jedna mała łza.-przeczytajmy może ten list.
"Droga Darlene
Mamy Twoją ukochaną mamusię i braciszka. Myślę, że chcesz ich jeszcze kiedyś zobaczyć. Jeżeli tak jest, to spotkajmy się za 2 dni o 13:00 koło starego dębu. Jeżeli Cię tam nie będzie to będziesz miała kłopoty więc lepiej przyjdź. I masz być bez Niall'a(wiemy, że się z nim spotykasz), bo jeżeli gdzieś go spotkamy to kogoś z tej dwójki możesz już nigdy nie zobaczyć. Steven. xx"
-Niall...-rozpłakałam się jak mała dziewczynka
-Ciii pójdziesz tam.
-Ale on...on.
-Napisał, że ma nie być tam mnie. Pójdziesz z Louisem.
-Kto to?
-Mój dobry znajomy.
-A jak nam coś zrobią?
-To ja wtedy zrobię coś im. Pamiętaj nigdy nie pozwolę, żeby ktokolwiek Cię skrzywdził skarbie-pocałował mnie w głowę i splutł nasze palce.
niedziela, 16 czerwca 2013
Rozdział 5
Siedząc tak w samochodzie i czekając aż ktoś przyjedzie nam na pomoc Darlene zasnęła. Przyglądałem się jej. Nie wiem czemu to robię, nie panuję nad tym. Może to dlatego, że gdy widzę jak śpi spokojnie w moich ramionach wiem, że jest bezpieczna.
Położyłem się tak, żeby Dar się nie obudziła. Objąłem ją ramieniem a ona przytuliła się do mnie.
Mój mały smerf się do mnie przytulił! Byłem taki szczęśliwy. Starałem się to wszystko ogarnąć, ale nie do końca mi wychodziło. W pewnym momencie usłyszałem cichutki głosik:
-Niall
-coś nie tak?
-nie...ja tylko chce o coś zapytać.
-pytaj śmiało.
-czy to przypadek, że się spotkaliśmy?
-nie mam pojęcia-zawachałem się
-wiesz ja tak sobie często myślę, że to wszystko los już dawno dla nas przygotował-uśmiechnęła się
~Darlene~
-dla...nas?-zapytał niepewnie
-pewnie, że dla nas a dla kogo innego?
-no bo... Już nic smerfie
-nie mów tak na mnie! Ja zacznę tak mówić na Ciebie.
-jestem wyższy od Ciebię
-ale jak na swój wiek to jesteś mały-wystawiłam język
-cicho nikt nie wie ile mam lat
-ja wiem i to wystarczy.
-nie wystarczy, bo nikt Ci nie uwierzy-zaczął mnie łaskotać
-Niall przestań! Nie lubię łaskotek
-ale słodko marszczysz nos-cmoknął mnie
-weź skończ to nie prawda-powiedziałam resztką sił
-może prawda może nie...
-prawda prawda nie myśl sobie-zaśmiałam się-ej kto to?
-nie mam pojęcia. Poczekaj sprawdze.
Wyszedł z samochodu. Po chwili wrócił zadowolony.
-możemy jechać dalej mamy tamto koło.
-wspaniale- aż klasnęłam w dłonie-czyli mogę już złożyć fotele?
-hm... No wiesz te rozłożone fotele mogą się jeszcze trochę przydać-przeczesał włosy palcami.
-niby do czego?
-do wielu rzeczy-poruszył brwiami jednoznacznie
-ale na myśli masz chyba tą jedną jedyną-podeszłam i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
Po chwili jego usta połączyły się z moimi znacznie mocniej. Był trochę zachłanny ale za to bardzo delikatny. Znalazł lukę między moimi wargami i delikatnie wsunął język. Odwzajemniłam to. Nasze języki toczyły że sobą walkę, podczas której nie było faworyta.Oboje oddaliśmy się chwili. Jego usta były bardzo ciepłe, wręcz gorące i bardzo miękkie. Miałam wrażenie, że w porównaniu do jego moje usta były lodowate. Moje serce biło strasznie szybko. Może nawet zbyt szybko, bo czasami odczuwałam delikatnie ukłucia, ale nie przejmowałam się nimi zbytnio. Liczyło się to, co jest teraz. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
~Niall~
To było wspaniałe. Chciałem tego od tak dawna, ale bałem się, że ją w jakiś sposób uraże. Nie wiem czym. Może tym, że zbyt szybko posunąłbym się dalej. Ale warto było czekać. To był pocałunek, na który czekałem od dawna. Do tej pory z dziewczynami byłem tylko dla zabawy, albo przygody na jedną noc... Tak byłem taki, ale narazie nie chce jej tego mówić. Boję się, że mnie zostawi.To byłoby najgorsze, co mogłoby się stać.
Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś takiego. Gdy oderwaliśmy się od siebie Darlene patrzyła na mnie wzrokiem przepełnionym szczęściem.
-i jak się czujesz?-zapytałem
-och wspaniałe-westchnęła
-a ta myśl, że całowałaś się właśnie ze złoczyńcą?-zaśmiałem się
-I'm in a bad romance!-zacytowała Lady Gagę i zaśmiała się.
-zdecydowałeś się mi powiedzieć?-zapytała
-jeszcze nie-zasmuciłem się-nie jestem gotowy
-nie śpiesz się ja poczekam
-jedźmy już lepiej, bo w końcu nie dojedziemy
-dobrze. To... Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?
-no nie wiem...
-ej! Obiecałeś, że mi powiesz
-zmieniłem zdanie
-no to nie będzie naleśnikow jak dojedziemy...
-dobra zastanowie się nad tym. Daj mi chwilę
-jak długą?
-wystarczająco długą, aby zacząć Cię łaskotać a później siłą wsadzić do samochodu-rozpocząłem realizować swój wspaniały plan.
Położyłem się tak, żeby Dar się nie obudziła. Objąłem ją ramieniem a ona przytuliła się do mnie.
Mój mały smerf się do mnie przytulił! Byłem taki szczęśliwy. Starałem się to wszystko ogarnąć, ale nie do końca mi wychodziło. W pewnym momencie usłyszałem cichutki głosik:
-Niall
-coś nie tak?
-nie...ja tylko chce o coś zapytać.
-pytaj śmiało.
-czy to przypadek, że się spotkaliśmy?
-nie mam pojęcia-zawachałem się
-wiesz ja tak sobie często myślę, że to wszystko los już dawno dla nas przygotował-uśmiechnęła się
~Darlene~
-dla...nas?-zapytał niepewnie
-pewnie, że dla nas a dla kogo innego?
-no bo... Już nic smerfie
-nie mów tak na mnie! Ja zacznę tak mówić na Ciebie.
-jestem wyższy od Ciebię
-ale jak na swój wiek to jesteś mały-wystawiłam język
-cicho nikt nie wie ile mam lat
-ja wiem i to wystarczy.
-nie wystarczy, bo nikt Ci nie uwierzy-zaczął mnie łaskotać
-Niall przestań! Nie lubię łaskotek
-ale słodko marszczysz nos-cmoknął mnie
-weź skończ to nie prawda-powiedziałam resztką sił
-może prawda może nie...
-prawda prawda nie myśl sobie-zaśmiałam się-ej kto to?
-nie mam pojęcia. Poczekaj sprawdze.
Wyszedł z samochodu. Po chwili wrócił zadowolony.
-możemy jechać dalej mamy tamto koło.
-wspaniale- aż klasnęłam w dłonie-czyli mogę już złożyć fotele?
-hm... No wiesz te rozłożone fotele mogą się jeszcze trochę przydać-przeczesał włosy palcami.
-niby do czego?
-do wielu rzeczy-poruszył brwiami jednoznacznie
-ale na myśli masz chyba tą jedną jedyną-podeszłam i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
Po chwili jego usta połączyły się z moimi znacznie mocniej. Był trochę zachłanny ale za to bardzo delikatny. Znalazł lukę między moimi wargami i delikatnie wsunął język. Odwzajemniłam to. Nasze języki toczyły że sobą walkę, podczas której nie było faworyta.Oboje oddaliśmy się chwili. Jego usta były bardzo ciepłe, wręcz gorące i bardzo miękkie. Miałam wrażenie, że w porównaniu do jego moje usta były lodowate. Moje serce biło strasznie szybko. Może nawet zbyt szybko, bo czasami odczuwałam delikatnie ukłucia, ale nie przejmowałam się nimi zbytnio. Liczyło się to, co jest teraz. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
~Niall~
To było wspaniałe. Chciałem tego od tak dawna, ale bałem się, że ją w jakiś sposób uraże. Nie wiem czym. Może tym, że zbyt szybko posunąłbym się dalej. Ale warto było czekać. To był pocałunek, na który czekałem od dawna. Do tej pory z dziewczynami byłem tylko dla zabawy, albo przygody na jedną noc... Tak byłem taki, ale narazie nie chce jej tego mówić. Boję się, że mnie zostawi.To byłoby najgorsze, co mogłoby się stać.
Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś takiego. Gdy oderwaliśmy się od siebie Darlene patrzyła na mnie wzrokiem przepełnionym szczęściem.
-i jak się czujesz?-zapytałem
-och wspaniałe-westchnęła
-a ta myśl, że całowałaś się właśnie ze złoczyńcą?-zaśmiałem się
-I'm in a bad romance!-zacytowała Lady Gagę i zaśmiała się.
-zdecydowałeś się mi powiedzieć?-zapytała
-jeszcze nie-zasmuciłem się-nie jestem gotowy
-nie śpiesz się ja poczekam
-jedźmy już lepiej, bo w końcu nie dojedziemy
-dobrze. To... Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?
-no nie wiem...
-ej! Obiecałeś, że mi powiesz
-zmieniłem zdanie
-no to nie będzie naleśnikow jak dojedziemy...
-dobra zastanowie się nad tym. Daj mi chwilę
-jak długą?
-wystarczająco długą, aby zacząć Cię łaskotać a później siłą wsadzić do samochodu-rozpocząłem realizować swój wspaniały plan.
wtorek, 11 czerwca 2013
Rozdział 4
-nie mogę uwierzyć, że mi nie powiedziałeś...
-a co miałem zrobić? Myślisz, że ja chce Cię w to wszystko pakować?!
Umilkłam. Widziałam, że w chłopaku zbiera się złość. Nie chciałam wszczynać kłótni, bo wiedziałam, że może w każdej chwili wybuchnąć.
-w co nie chcesz mnie pakować?-zapytałam z ciekawości
-w to wszystko. Powiem Ci jak będę gotowy.
Między nami zapadła głęboka cisza. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
-usiadz sobie wygodnie, albo połóż się z tyłu, bo przed nami jeszcze sporo drogi. Skinęłam głową w geście zgody i położyłam się na tylnich siedzeniach. Po chwili blondyn schylił się, podniósł koc i przykrył mnie nim, po czym uśmiechnął się przyjaźnie.
Leżałam z tyłu patrząc przez okno w niebo. Tam, gdzie obecnie się znajdowaliśmy było bardzo ładnie. Świeciło piękne słońce i było ciepło, ale uparcie goniła nas ogromna burzowa chmura. Uśmiechnęłam się pod nosem.
~Niall~
Jechałem powoli. Nie chciałem, żeby za bardzo trzęsłó samochodem, żeby Darlene mogła spokojnie spać. Spojrzałem w lusterko. Cały czas spala. Mogłem tak godzinami patrzeć na nią. Była śliczna we śnie, a szczególnie gdy gadała. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Wróciłem do rzeczywistości i skupiłem się na drodze. Po kilku, może kilkunastu minutach usłyszałem cichutki drżący głos:
-gdzie jedziemy?
-zobaczysz śpiąca królewno-uśmiechnąłem się i przeczesałem włosy palcami.
-nie jestem śpiącą królewną-zaczerwieniła się.
-jak dla mnie zawsze będziesz-cmoknąłem ją w policzek, a ona uśmiechnęła się delikatnie.
Jechaliśmy, a ona uważnie mi się przyglądała. Gdy spojrzałem w jej stronę szybko odwróciła głowę. Zaśmiałem się.
-czemu się śmiejesz?-zapytała
-bo myślisz, że nie widziałem...
-czego nie widziałeś?
-że mi się przyglądasz
-ja? Tobie? Nigdy-wyczułem w jej głosie ironię.
-dobra mam pomysł
-jaki?
-ja Ci powiem gdzie jedziemy a Ty przyznasz, że mi się przyglądałas.
-i tyle?
-nie. Na miejscu zrobisz mi naleśniki-poruszyłem znacząco brwiami i zaśmiałem się.
-no dobrze. Skoro to tylko tyle... Przyznaje przyglądałam Ci się.
-i to mi się podoba
-zatrzymaj na chwilę samochód-poprosiłam
jak powiedziałam tak zrobił.
-coś się stało?-zapytał z przejęciem
-coś by się stało, gdybyś mnie nie wypuścił...pękłby mi pęcherz.
Niall zaczął się śmiać, a ja pokazałam mu język. Poszłam w krzaki, żeby załatwić swoją potrzebę.
Gdy wracałam Niall nie odrywał ode mnie wzroku.
-wręcz przeciwnie-przygryzł wargę.
-nie zapędzaj się tak Romeo-zażartowałam. W tym momencie usłyszałam strzał.
-aaa Niall!-krzyknęłam.
-coś Ci jest? Jesteś ranna?
-nie nic boję się tylko.
-nie bój się jestem tu.
-Niall czy my mamy przebitą oponę?
-no mamy...-westchnął
-i jak my dojedziemy na miejsce?
-no wiesz... Jest coś takiego jak opona zapasowa-mrugnął-oni nas nie przechytrzą nie martw się.
Podszedłem do bagażnika i zajrzałem do środka. Spodziewałem się innego widoku...
-no wiesz miałem zmienić oponę co nie? A może sobie tutaj chwilę posiedzimy?
-czemu chcesz tu siedzieć? Robi się zimno...
-no bo ten... W bagażniku też mam dziurawą oponę...
-no nie żartuj...-powiedziała. W jej oczach zaczęły zbierać się łzy.
-to moja wina-powiedziała łamiącym się głosem.- gdybym nie kazała Ci się zatrzymać byłoby w porządku. Zaczął padać deszcz.
-o widzisz to przeze mnie.
-nie przez Ciebie to niebo płacze nade mną nie nad tobą-powiedziałem i wsiadłem do auta i pokazałem dziewczynie gestem, żeby zrobiła to samo.
Wsiadła i wtuliła się we mnie. Płakała a ja w sumie nic nie mogłem zrobić. Jedyne co było dane nam zrobić to czekać.
-a co miałem zrobić? Myślisz, że ja chce Cię w to wszystko pakować?!
Umilkłam. Widziałam, że w chłopaku zbiera się złość. Nie chciałam wszczynać kłótni, bo wiedziałam, że może w każdej chwili wybuchnąć.
-w co nie chcesz mnie pakować?-zapytałam z ciekawości
-w to wszystko. Powiem Ci jak będę gotowy.
Między nami zapadła głęboka cisza. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
-usiadz sobie wygodnie, albo połóż się z tyłu, bo przed nami jeszcze sporo drogi. Skinęłam głową w geście zgody i położyłam się na tylnich siedzeniach. Po chwili blondyn schylił się, podniósł koc i przykrył mnie nim, po czym uśmiechnął się przyjaźnie.
Leżałam z tyłu patrząc przez okno w niebo. Tam, gdzie obecnie się znajdowaliśmy było bardzo ładnie. Świeciło piękne słońce i było ciepło, ale uparcie goniła nas ogromna burzowa chmura. Uśmiechnęłam się pod nosem.
~Niall~
Jechałem powoli. Nie chciałem, żeby za bardzo trzęsłó samochodem, żeby Darlene mogła spokojnie spać. Spojrzałem w lusterko. Cały czas spala. Mogłem tak godzinami patrzeć na nią. Była śliczna we śnie, a szczególnie gdy gadała. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Wróciłem do rzeczywistości i skupiłem się na drodze. Po kilku, może kilkunastu minutach usłyszałem cichutki drżący głos:
-gdzie jedziemy?
-zobaczysz śpiąca królewno-uśmiechnąłem się i przeczesałem włosy palcami.
-nie jestem śpiącą królewną-zaczerwieniła się.
-jak dla mnie zawsze będziesz-cmoknąłem ją w policzek, a ona uśmiechnęła się delikatnie.
Jechaliśmy, a ona uważnie mi się przyglądała. Gdy spojrzałem w jej stronę szybko odwróciła głowę. Zaśmiałem się.
-czemu się śmiejesz?-zapytała
-bo myślisz, że nie widziałem...
-czego nie widziałeś?
-że mi się przyglądasz
-ja? Tobie? Nigdy-wyczułem w jej głosie ironię.
-dobra mam pomysł
-jaki?
-ja Ci powiem gdzie jedziemy a Ty przyznasz, że mi się przyglądałas.
-i tyle?
-nie. Na miejscu zrobisz mi naleśniki-poruszyłem znacząco brwiami i zaśmiałem się.
-no dobrze. Skoro to tylko tyle... Przyznaje przyglądałam Ci się.
-i to mi się podoba
-zatrzymaj na chwilę samochód-poprosiłam
jak powiedziałam tak zrobił.
-coś się stało?-zapytał z przejęciem
-coś by się stało, gdybyś mnie nie wypuścił...pękłby mi pęcherz.
Niall zaczął się śmiać, a ja pokazałam mu język. Poszłam w krzaki, żeby załatwić swoją potrzebę.
Gdy wracałam Niall nie odrywał ode mnie wzroku.
-wręcz przeciwnie-przygryzł wargę.
-nie zapędzaj się tak Romeo-zażartowałam. W tym momencie usłyszałam strzał.
-aaa Niall!-krzyknęłam.
-coś Ci jest? Jesteś ranna?
-nie nic boję się tylko.
-nie bój się jestem tu.
-Niall czy my mamy przebitą oponę?
-no mamy...-westchnął
-i jak my dojedziemy na miejsce?
-no wiesz... Jest coś takiego jak opona zapasowa-mrugnął-oni nas nie przechytrzą nie martw się.
Podszedłem do bagażnika i zajrzałem do środka. Spodziewałem się innego widoku...
-no wiesz miałem zmienić oponę co nie? A może sobie tutaj chwilę posiedzimy?
-czemu chcesz tu siedzieć? Robi się zimno...
-no bo ten... W bagażniku też mam dziurawą oponę...
-no nie żartuj...-powiedziała. W jej oczach zaczęły zbierać się łzy.
-to moja wina-powiedziała łamiącym się głosem.- gdybym nie kazała Ci się zatrzymać byłoby w porządku. Zaczął padać deszcz.
-o widzisz to przeze mnie.
-nie przez Ciebie to niebo płacze nade mną nie nad tobą-powiedziałem i wsiadłem do auta i pokazałem dziewczynie gestem, żeby zrobiła to samo.
Wsiadła i wtuliła się we mnie. Płakała a ja w sumie nic nie mogłem zrobić. Jedyne co było dane nam zrobić to czekać.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Rozdział 3
Miałem nadzieję, że Darlene nie będzie mi miała za złe, że wyszedłem tak bez pożegnania, ale nie mogłem siedzieć tam u niej i spokojnie pić herbatę że świadomością, że coś przed nią ukrywam.Szybko złapałem kartkę i napisałem niedługą wiadomość po czym wyszedłem. W duchu prosiłem, żeby Darlene wróciła dopiero jak będę dość daleko od jej domu. Było mi ciężko żyć z tą świadomością, że ona zna praktycznie tylko moje imię. Tak bardzo chciałem opowiedzieć jej wszystko ale nie mogłem. Gdybym jej powiedział to ona odrzuciłaby mnie. Nie chciałaby mnie znać a co dopiero ze mną rozmawiać.Na szczęście mieszkam nie daleko więc na miejscu byłem po 5 minutach. Zrzuciłem buty i położyłem się na kanapie przed telewizorem. Już miałem zasypiać przez nudne wiadomości, gdy ożywił mnie dźwięk sms-a. "hej jak tam? xx" był to sms od Darlene. No tak ona nie wiedziała, że to ja jestem tym bulletproof. Choć zapewne się domyślała po tym, co powiedziałem w szkole.
"właśnie zasypiam przed telewizorem a tam? xx"
"no ja coś w podobie"-odpisała mi. Po chwili dostałem drugiego sms-a: "niall boję się..."
"czemu coś nie tak?"napisałem i już zakładałem buty na nogi.
"do mojego mieszkania próbują wejść jacyś mężczyźni... Nie znam ich."
"nie ruszaj się z tamtąd gdzie siedzisz!" Pognałem w stronę samochodu. Nie obchodziło mnie to, że mam do niej kilka minut, samochodem było szybciej.
Na głowę założyłem jeszcze ulubionego full capa i uruchomiłem silnik. Z piskiem opon odjechałem spod domu. Jechałem szybko nie przejmowałem się teraz niczym. Wysiadłem ze swojego Land Rovera i podszedłem do domu Darlene. Usłyszałem krzyki. "znaleźli ją"-pomyślałem i wbiegłem po schodach na górę.
-zostawcie ją!-krzyknąłem
-oo bohater przybył na ratunek?
-odsun się od niej!
-tak bardzo Ci na niej zależy? Weź ją sobie jest nic nie warta.-popchnął Dar w moją stronę.
Dziewczyna przestraszona patrzyła na mnie. Na jej policzkach były widoczne ślady łez, ale moja uwagę przykuł inny szczegół. Czułem jak gromadzi się we mnie złość.
~Darlene~
Patrzyłam na niego a on na mnie. Nagle jego oczy stały się szafirowe. Widziałam, że jest wściekły i nawet podejrzewałam czemu. Nagle rzucił się na jednego z mężczyzn i zaczął okładać go pięściami. Tamten upadł na ziemię a Niall nie przestawał go bić. Drugi z nich chciał pomóc ale podzielił los pierwszego. Niall nie miał teraz litości.
-jak śmiałeś! Nie miałeś prawa podnieść mi nią ręki! Zabije was obiecuje, że was teraz tutaj zabije!
-Niall nie!-krzyknęłam a on odwrócił głowę.
Podszedł do mnie. Przestraszyłam się, bo dalej miał ciemne oczy. Jego ręce były czerwone. Podejrzewałam, że od krwi. Bałam się go takiego.
-chodźmy stąd-powiedział i wyszliśmy z domu.
-gdzie idziemy?
-pójdziemy do mnie tam będziesz bezpieczna.
-a nie będę przeszkadzać?
-ty? Nigdy.
Mówił krótkie zdania, ale na temat. Obawiałam się jego reakcji ale zapytałam:
-a tak właściwie to skąd wiedziałeś, że ktoś u mnie jest?
Milczał. Cisza robiła się coraz głębsza. Podszedł do mnie, zakrył moje usta ręką i powiedział:
-jestem inny. Bardziej niebezpieczny.
-i to stąd wiedziałeś, co się dzieje?-powiedziałam gdy poluźnił uścisk
-już Ci powiedziałem jestem inny. Nie pytaj o więcej dowiesz się z czasem.
O nic więcej nie pytałam wsiadłam do samochodu i patrzyłam przed siebie.
-bardzo Cię boli?-zapytał po chwili
-co? A nie tylko trochę- i dotknęłam policzka po czym syknęłam z bólu. Bolało ale nie chciałam mu robić problemu. Zauważyłam, że jego oczy odzyskały swój normalny kolor zaryzykowałam:
-powiesz mi w końcu skąd wiedziałeś?
On nic nie powiedział tylko wyjął telefon i pokazał mi wiadomość, która wyslalam jakieś 20 minut temu. Moje oczy stały się wielkie jak 5 złotych. Spojrzałam na niego.
-ale jak to...
On tylko patrzył na mnie i nic nie mówił.
_________________________________________________________________
Wybaczcie, że ten rozdział taki krótki... Inne postaram się pisać dłuższe Kocham was :*
"właśnie zasypiam przed telewizorem a tam? xx"
"no ja coś w podobie"-odpisała mi. Po chwili dostałem drugiego sms-a: "niall boję się..."
"czemu coś nie tak?"napisałem i już zakładałem buty na nogi.
"do mojego mieszkania próbują wejść jacyś mężczyźni... Nie znam ich."
"nie ruszaj się z tamtąd gdzie siedzisz!" Pognałem w stronę samochodu. Nie obchodziło mnie to, że mam do niej kilka minut, samochodem było szybciej.
Na głowę założyłem jeszcze ulubionego full capa i uruchomiłem silnik. Z piskiem opon odjechałem spod domu. Jechałem szybko nie przejmowałem się teraz niczym. Wysiadłem ze swojego Land Rovera i podszedłem do domu Darlene. Usłyszałem krzyki. "znaleźli ją"-pomyślałem i wbiegłem po schodach na górę.
-zostawcie ją!-krzyknąłem
-oo bohater przybył na ratunek?
-odsun się od niej!
-tak bardzo Ci na niej zależy? Weź ją sobie jest nic nie warta.-popchnął Dar w moją stronę.
Dziewczyna przestraszona patrzyła na mnie. Na jej policzkach były widoczne ślady łez, ale moja uwagę przykuł inny szczegół. Czułem jak gromadzi się we mnie złość.
~Darlene~
Patrzyłam na niego a on na mnie. Nagle jego oczy stały się szafirowe. Widziałam, że jest wściekły i nawet podejrzewałam czemu. Nagle rzucił się na jednego z mężczyzn i zaczął okładać go pięściami. Tamten upadł na ziemię a Niall nie przestawał go bić. Drugi z nich chciał pomóc ale podzielił los pierwszego. Niall nie miał teraz litości.
-jak śmiałeś! Nie miałeś prawa podnieść mi nią ręki! Zabije was obiecuje, że was teraz tutaj zabije!
-Niall nie!-krzyknęłam a on odwrócił głowę.
Podszedł do mnie. Przestraszyłam się, bo dalej miał ciemne oczy. Jego ręce były czerwone. Podejrzewałam, że od krwi. Bałam się go takiego.
-chodźmy stąd-powiedział i wyszliśmy z domu.
-gdzie idziemy?
-pójdziemy do mnie tam będziesz bezpieczna.
-a nie będę przeszkadzać?
-ty? Nigdy.
Mówił krótkie zdania, ale na temat. Obawiałam się jego reakcji ale zapytałam:
-a tak właściwie to skąd wiedziałeś, że ktoś u mnie jest?
Milczał. Cisza robiła się coraz głębsza. Podszedł do mnie, zakrył moje usta ręką i powiedział:
-jestem inny. Bardziej niebezpieczny.
-i to stąd wiedziałeś, co się dzieje?-powiedziałam gdy poluźnił uścisk
-już Ci powiedziałem jestem inny. Nie pytaj o więcej dowiesz się z czasem.
O nic więcej nie pytałam wsiadłam do samochodu i patrzyłam przed siebie.
-bardzo Cię boli?-zapytał po chwili
-co? A nie tylko trochę- i dotknęłam policzka po czym syknęłam z bólu. Bolało ale nie chciałam mu robić problemu. Zauważyłam, że jego oczy odzyskały swój normalny kolor zaryzykowałam:
-powiesz mi w końcu skąd wiedziałeś?
On nic nie powiedział tylko wyjął telefon i pokazał mi wiadomość, która wyslalam jakieś 20 minut temu. Moje oczy stały się wielkie jak 5 złotych. Spojrzałam na niego.
-ale jak to...
On tylko patrzył na mnie i nic nie mówił.
_________________________________________________________________
Wybaczcie, że ten rozdział taki krótki... Inne postaram się pisać dłuższe Kocham was :*
sobota, 8 czerwca 2013
Rozdział 2
Kolejny dzień 6:44 i pierwsze tony budzika. Zaczyna się kolejny jakże nudny dzień, w którym muszę iść do szkoły. Pewnie zastanawiacie się dlaczego mam budzik ustawiony akurat na 6:44. A więc mam w telefonie dwuminutową drzemkę no i tak sobie ją klikam i klikam aż dochodzi godzina 7 i w końcu przychodzi mama, żeby mnie obudzić a mama nie ma funkcji "drzemka"...
Po kolejnym nawoływaniu mamy postanowiłam w końcu powstać z łóżka w celu pójścia do znienawidzonego przeze mnie miejsca. Powoli podeszłam do lustra w łazience i spokojnie umyłam zęby. Ubrałam się i postanowiłam uczesać się w koka. Nie zjadłam śniadania, bo postanowiłam zjeść coś na szybko w szkole. Pospiesznie zarzuciłam kurtkę wsunęłam buty i wyszłam z domu szybkim krokiem. Już od murów szkoły czułam, że coś się dzisiaj stanie. Bałam się a mimo to szłam dalej pewna siebie. Może aż nazbyt pewna...? W końcu dotarłam do mojej paczki. Suzanne, Julia, Louise i Justina już na mnie czekały.
-Czemu tak długo? Wiesz ile na Ciebie czekałyśmy...?
-Oj tam ważne, że w ogóle przyszłam, bo nie mam specjalnej ochoty tu być.
-A kto ma. Nie marudź tylko chodź.
Przechodząc obok grupki chłopaków usłyszałam jak jeden z nich mówił zciszonym głosem a po chwili powiedział jakby pewniej:
-Bo ja jestem kuloodporny.
Nie powiem zaciekawiła mnie ta wypowiedź ale przestraszyłam się.
-Wiecie co? Nie chce tu być. Nie dzisiaj.
-Nie powiesz mi chyba, że idziesz na wagary?-zaczęła Lou
-A czemu nie?
-No bo nie powinnaś jak cię ktoś złapie to będziesz miała przechlapane do końca szkoły.
-Nie dbam o to.-i wybiegła ze szkoły.
Szła sobie spokojnie ulicą gdy nagle usłyszała głos:
-Panno Darlene dlaczego nie jest panienka w szkole?
-Ona źle się poczuła i odprowadzam ją do domu.-nagle znikąd pojawił się blondyn
-Dobrze wracajcie bezpiecznie-uśmiechnęła się nauczycielka
Zdziwiło mnie zachowanie chłopaka dodam, że widziałam go w szkole bardzo rzadko.
-Czemu to zrobiłeś?Poradziłabym sobie...
-Taka jedna, mała osóbka nie dałaby sobie rady uwierz mi.
Szliśmy sobie w ciszy, aż doszliśmy do mojego domu. Przerażało mnie to. Przyglądał mu się uważnie. Zauważyłam, że ma mały tatuaż na lewej ręce ale nie zauważyłam co przedstawiał. Włosy miał zadbane jak na chłopaka ładnie ułożone. Na ramieniu prawej ręki miał bliznę nie zapytałam od czego bałam się, że będzie zły.
W końcu doszliśmy do mojego domu.
-Może wejdziesz? I tak nie musisz wracać do szkoły.
-Skoro nalegasz to mogę wejść.
Otworzyłam drzwi i wpuściłam chłopaka.
-Napijesz się czegoś?
-A co masz do zaproponowania?
-Hmm...Pepsi herbata jakaś kawa ewentualnie. O i gorąca czekolada się znajdzie.
-No to może...Niech będzie herbata.
-Powiedz mi coś o sobie...Bardzo rzadko widuję Cię w szkole.
-No cóż nie jest to moje ulubione miejsce na spędzanie czasu. A poza tym ja już pracuję. Do szkoły przychodzę tylko do znajomego.
-Znajomego?Kogo?
-Do Harry'ego dłuższe kręcone włosy
-Ach wiem który to! Moja koleżanka jest w nim szaleńczo zakochana ale boi się mu o tym powiedzieć.
-Heh-zaśmiał się cicho-Nie musi się go bać
-Powiedz mi czemu na placu w szkole powiedziałeś, że jesteś kuloodporny?
Po zadanym pytaniu jego twarz pochmurniała a oczy zrobiły się dużo ciemniejsze niż normalnie. Gdy szliśmy były błękitne a teraz dostały koloru szafiru. Przestraszyłam się tego...
-Ja wiesz...Nieważne. Tylko zapytałam nie musisz odpowiadać.
Na jego twarzy dalej był widoczny grymas a zęby miał mocno zaciśnięte. Po chwili podałam mu kubek z herbatą. Pił spokojnie wpatrując się we mnie. Mimo tego, że jego twarz miała już normalny wygląd oczy nadal były szafirowe. Nie spodziewałam się takiej reakcji na jedno głupie pytanie.
-Mam prośbę...-powiedział cicho chłopak
-Jaką?
-Czy...Przyniosłabyś jakieś ciastka?
-Jasne-odparłam i uśmiechnęłam się
Wyszłam do pokoju i po jakichś pięciu minutach weszłam do z powrotem do pokoju. Po chwili wszystkie ciastka wylądowały na podłodze. Nie mogłam uwierzyć...Nie było go. Odszedł tak po prostu bez pożegnania. Chwila chwila! Zostawił na stole kartkę.Zaczęłam czytać pozostawioną mi wiadomość.
"Droga koleżanko!
Tak nie zapytałem jak masz na imię. Tego dowiem się później. Wybacz, że nie pożegnałem się, ale musiałem wyjść bo dostałem pilną wiadomość. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś. Jeżeli masz czas jutro o 16 to bądź wtedy pod szkołą. N. xx"
Nie wiedziałam czy się zgodzić, bo jego zachowanie zaniepokoiło mnie. Ale przecież nic nie może i zrobić, bo jakby chciał to już dawno by to zrobił.
Po tych wszystkich jakże głębokich przemyśleniach wzięłam swoje mp3 włożyłam słuchawki w uszy i położyłam się na łóżku. Nawet nie zauważyłam jak szybko zasnęłam myśląc o tajemniczym chłopaku.
Po kolejnym nawoływaniu mamy postanowiłam w końcu powstać z łóżka w celu pójścia do znienawidzonego przeze mnie miejsca. Powoli podeszłam do lustra w łazience i spokojnie umyłam zęby. Ubrałam się i postanowiłam uczesać się w koka. Nie zjadłam śniadania, bo postanowiłam zjeść coś na szybko w szkole. Pospiesznie zarzuciłam kurtkę wsunęłam buty i wyszłam z domu szybkim krokiem. Już od murów szkoły czułam, że coś się dzisiaj stanie. Bałam się a mimo to szłam dalej pewna siebie. Może aż nazbyt pewna...? W końcu dotarłam do mojej paczki. Suzanne, Julia, Louise i Justina już na mnie czekały.
-Czemu tak długo? Wiesz ile na Ciebie czekałyśmy...?
-Oj tam ważne, że w ogóle przyszłam, bo nie mam specjalnej ochoty tu być.
-A kto ma. Nie marudź tylko chodź.
Przechodząc obok grupki chłopaków usłyszałam jak jeden z nich mówił zciszonym głosem a po chwili powiedział jakby pewniej:
-Bo ja jestem kuloodporny.
Nie powiem zaciekawiła mnie ta wypowiedź ale przestraszyłam się.
-Wiecie co? Nie chce tu być. Nie dzisiaj.
-Nie powiesz mi chyba, że idziesz na wagary?-zaczęła Lou
-A czemu nie?
-No bo nie powinnaś jak cię ktoś złapie to będziesz miała przechlapane do końca szkoły.
-Nie dbam o to.-i wybiegła ze szkoły.
Szła sobie spokojnie ulicą gdy nagle usłyszała głos:
-Panno Darlene dlaczego nie jest panienka w szkole?
-Ona źle się poczuła i odprowadzam ją do domu.-nagle znikąd pojawił się blondyn
-Dobrze wracajcie bezpiecznie-uśmiechnęła się nauczycielka
Zdziwiło mnie zachowanie chłopaka dodam, że widziałam go w szkole bardzo rzadko.
-Czemu to zrobiłeś?Poradziłabym sobie...
-Taka jedna, mała osóbka nie dałaby sobie rady uwierz mi.
Szliśmy sobie w ciszy, aż doszliśmy do mojego domu. Przerażało mnie to. Przyglądał mu się uważnie. Zauważyłam, że ma mały tatuaż na lewej ręce ale nie zauważyłam co przedstawiał. Włosy miał zadbane jak na chłopaka ładnie ułożone. Na ramieniu prawej ręki miał bliznę nie zapytałam od czego bałam się, że będzie zły.
W końcu doszliśmy do mojego domu.
-Może wejdziesz? I tak nie musisz wracać do szkoły.
-Skoro nalegasz to mogę wejść.
Otworzyłam drzwi i wpuściłam chłopaka.
-Napijesz się czegoś?
-A co masz do zaproponowania?
-Hmm...Pepsi herbata jakaś kawa ewentualnie. O i gorąca czekolada się znajdzie.
-No to może...Niech będzie herbata.
-Powiedz mi coś o sobie...Bardzo rzadko widuję Cię w szkole.
-No cóż nie jest to moje ulubione miejsce na spędzanie czasu. A poza tym ja już pracuję. Do szkoły przychodzę tylko do znajomego.
-Znajomego?Kogo?
-Do Harry'ego dłuższe kręcone włosy
-Ach wiem który to! Moja koleżanka jest w nim szaleńczo zakochana ale boi się mu o tym powiedzieć.
-Heh-zaśmiał się cicho-Nie musi się go bać
-Powiedz mi czemu na placu w szkole powiedziałeś, że jesteś kuloodporny?
Po zadanym pytaniu jego twarz pochmurniała a oczy zrobiły się dużo ciemniejsze niż normalnie. Gdy szliśmy były błękitne a teraz dostały koloru szafiru. Przestraszyłam się tego...
-Ja wiesz...Nieważne. Tylko zapytałam nie musisz odpowiadać.
Na jego twarzy dalej był widoczny grymas a zęby miał mocno zaciśnięte. Po chwili podałam mu kubek z herbatą. Pił spokojnie wpatrując się we mnie. Mimo tego, że jego twarz miała już normalny wygląd oczy nadal były szafirowe. Nie spodziewałam się takiej reakcji na jedno głupie pytanie.
-Mam prośbę...-powiedział cicho chłopak
-Jaką?
-Czy...Przyniosłabyś jakieś ciastka?
-Jasne-odparłam i uśmiechnęłam się
Wyszłam do pokoju i po jakichś pięciu minutach weszłam do z powrotem do pokoju. Po chwili wszystkie ciastka wylądowały na podłodze. Nie mogłam uwierzyć...Nie było go. Odszedł tak po prostu bez pożegnania. Chwila chwila! Zostawił na stole kartkę.Zaczęłam czytać pozostawioną mi wiadomość.
"Droga koleżanko!
Tak nie zapytałem jak masz na imię. Tego dowiem się później. Wybacz, że nie pożegnałem się, ale musiałem wyjść bo dostałem pilną wiadomość. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś. Jeżeli masz czas jutro o 16 to bądź wtedy pod szkołą. N. xx"
Nie wiedziałam czy się zgodzić, bo jego zachowanie zaniepokoiło mnie. Ale przecież nic nie może i zrobić, bo jakby chciał to już dawno by to zrobił.
Po tych wszystkich jakże głębokich przemyśleniach wzięłam swoje mp3 włożyłam słuchawki w uszy i położyłam się na łóżku. Nawet nie zauważyłam jak szybko zasnęłam myśląc o tajemniczym chłopaku.
czwartek, 6 czerwca 2013
Rozdział 1
Kilka dni temu na portalu społecznościowym poznałam chłopaka. Pisałam z nim bardzo dużo i myślę, że mnie polubił... Za każdym razem umawialiśmy się na następny dzień. Ze szkoły do domu wracałam szybko jak nigdy a pierwsze co robiłam po wejściu to włączenie kompa i sprawdzenie czy mój znajomy już jest. Wzięłam obiad z wczoraj i nawet go nie odgrzałam, choć mama mówiła, żebym to zrobiła. Talerz był pusty chyba po minucie. Weszłam na stronkę. Nie musiałam się logować, bo miałam ustawione, żeby mnie nie wylogowywało. Po chwili już byłam na ulubionym czacie. W pewnej chwili przestraszyłam się, że Bulletproof, bo taki chłopak miał nick o mnie zapomniał. W napięciu kilka razy w tą i z powrotem przeszukałam listę dostępnych ale jego tam jak na złość nie było.
-Jeszcze kilka minut i sobie idę. Jak będzie to mi napisze a jak wejdę później to odczytam i będzie dobrze.-powiedziałam do siebie.
I już miałam wyłączać gdy przyszła do mnie wiadomość.
"Hej. Mam nadzieję, że długo nie czekałaś i nie gniewasz się na mnie, że mnie tak długo nie było. Musiałem załatwić jedną sprawę..."
"Jaką sprawę?"-odpisałam szybko
"Taką jedną...Nie ważne"
"Jak uważasz..."
Po raz kolejny spędziłam dużo czasu na rozmowie z Bulletproof. Kurczę jak mi się podoba jego nazwa! Jest taka tajemnicza jak on sam. Pasuje to do niego...
"Może byśmy się kiedyś spotkali?"-wystukałam
"Hmm...Nie wiem na cały ten tydzień mam zapełniony grafik"
"To co Ty takiego robisz, że nie masz czasu na kawę? Planujesz jak zapanować nad światem? haha"
"No w sumie to coś w podobie..."
"To znaczy?"-zaciekawiłam się
"Nie mogę powiedzieć to tajemnica"
"Mi możesz powiedzieć nikomu nie powiem"
"Wolałbym nie. Może kiedy indziej."
Po wielogodzinnej rozmowie stwierdziłam w końcu, że muszę się ogarnąć na jutro do szkoły.
"Muszę lecieć, bo jutro babka z historii zapowiedziała sprawdzian. Do jutra :)"
"Narazie:) Jak chcesz to pisz na mój numer 764-935-546"
Po odczytaniu tej wiadomości wyłączyłam komputer i postanowiłam oddać się chwili relaksu. Wzięłam puchaty ręcznik, piżamę w misie i poszłam wziąć długą i ciepłą kąpiel, bo uznałam, że dobrze mi zrobi.
Leżąc już w wannie postanowiłam napisać do tajemniczego znajomego.
"Hej to ja LittleOne. Co słychać?"-napisałam po czym odłożyłam telefon na pralkę stojącą obok wanny. Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź:
"Właśnie zamierzam wziąć długą relaksacyjną kąpiel a ty? xx"
"Leże w wannie i się relaksuję"-uśmiechnęłam się pod nosem. Zanurzyłam się cała pod wodą w celu zmoczenia głowy. Wynurzając się usłyszałam jak telefon wibruje na pralce.
"Przypadek? Nie sądzę :)"
"Bardzo możliwe, że nie :)"
"A może umyć Ci plecy? xx"
"Niech pomyślę...To byłoby dziwne gdyby obcy chłopak siedział u mnie w łazience gdy jestem naga i mył mi plecy. Nie sądzisz?"
"No może troszeczkę..."
"Właśnie :) Napiszę do Ciebie jak wyjdę z łazienki xx"
"Okej miłej kąpieli xo"
Tym zakończyłam jakże emocjonującą rozmowę ze znajomym, którego nie znam imienia.
Wyszłam z łazienki. Założyłam ulubioną piżamę a mokre włosy związałam w kucyk. Wzięłam do reki telefon i zobaczyłam, że mam jedną nieodebraną wiadomość.
"Tak poza tym to jestem Niall a ty?xx"
"Darlene :) Nareszcie wiem jak się do Ciebie zwracać :)"
"Ja również. Ja już idę spać, bo rano wstaję kolorowych snów :*"
"Dobranoc xx"
Usiadłam na chwile na łóżku w celu rozmyślania, po czym owinęłam siękołdrą i udałam się do krainy snów.
Mam nadzieję, że rozdział pierwszy wam się podoba. Jeżeli ktoś z Was uzna, że jest nudnawy proszę nie rezygnujcie z niego, bo to jest tylko wstęp.Uwaga numer użyty w rozdziale to przypadkowe numerki wciskane przeze mnie :D Kocham was :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
