wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 7

-Jesteś pewny, ze chcesz, żeby tak było?
-Jestem tego pewny bardziej niż tego co zjem dziś na kolację.
-Myślisz, że mama i Jul będą cali?
-jeżeli wszystko pójdzie sprawnie to będą.Posłuchaj jutro musisz tam iść. Idź do łazienki umyj się, a ja w tym czasie zadzwonię do Louisa, żeby przyjechał i pójdziemy spać dobrze?
-Dobrze-pocałowałam go, po czym udałam się do łazienki.


~Niall~
Musiałem upewnić się, że Darlene wejdzie do łazienki. Wziąłem telefon i wybrałem numer Lou.
-hej stary mam pewną sprawę.
-Znowu chcesz się u mnie ukrywać?
-Nie. Tym razem potrzebuję Cię tutaj. Przyjedź prosze do domu mojej dziewczyny...-podał adres, dokładne dane i o co mu chodzi.
-Dobrze. Powinienem być jutro koło 10.
-Dobra czekamy. W razie czego będziecie miec mała obstawę.
-Spoko. Dobrej nocy.
-Dobranoc.

Rozłączyłem się i zobaczyłem Darlene wychodzącą z łazienki. Z jej włosów kapała woda, która po chwili spływała po jej kruchym ciałku.
Podszedłem do niej i pocałowałem w skroń.
-Załatwiłeś wszystko?
-Oczywiście królewno.
-Wiesz...Dziękuję Ci.
-Za co?
-Za wszytsko. Za to, ze się mną opiekujesz, bronisz i, że po prostu jesteś-spojrzała mi w oczy.


~Dar~
Zatapiałam się w tych pięknych oczach. Gdy był z daleka od zdenerwowania i stresu jego oczy miały barwę oceanu. Taką piękną i głęboką jak wielka głębia.
Nie umiem pływać, więc często śmieję się, że patrząc w jego oczy topię się.

-Niall...
-Tak?
-Opowiedz mi o swoich byłych dziewczynach...
-Co chcesz o nich wiedzieć?
-Jakie były ich kolory oczu, włosów ich charaktery i to, że odeszły do historii, że napewno odeszły do historii, która nigdy nie wróci.

-A więc...-zaciął się. Wiedziałam, ze zrozumiał o co mi chodziło.-Dla mnie liczysz się tylko Ty. tamte dziewczyny nic dla mnie nie znaczyły. A dzięki Tobie jestem innym człowiekiem. Ty zmieniłaś moje życie na lepsze. Gdybym miał wybierać między godziną z inną a minutą z Tobą zdecydowanie wybrałbym minutę z Tobą, bo Cię kocham.
-Kochasz mnie?
-Tak kocham i to bardzo.-oparł swoją głowę w zgłębieniu mojej szyi. Czułam jego oddech, który delikatnie otulał moje ramię.
-też Cię kocham Niall. Nawet nie wiesz jak bardzo.


~Niall~
Obawiałem się tego pytania. Moja przeszłość była jaka była, mimo to nie chciałem jej okłamywać. Opowiedziałem jej wszystko. W pierwszym momencie było widać na jej twarzy, że nie jest zadowolona. Mimo tego gdy skończyłem przytuliła się do mnie. I poczułem jak delikatnie moczy moją koszulkę.
-Ja nie chcę tego.
-Czego?
-Skończyć tak jak tamte. Nie chcę, żebyś się mną pobawił a później zostawił.
-Bawi się i zostawia zabawki a Ty nie jesteś zabawką. Nigdy mi się nie znudzisz.
Ponownie wtuliła się we mnie. Czułem na swojej klatce jej łkanie.

-Nie płacz skarbie. Nie zostawię Cię.
-Napewno?
-Napewno-chodźmy już spać, bo jutro rano Lou przyjedzie.
-Jaki on jest?
-Lou?  Hm... Inteligenty, zabawny, uroczy i chociaż, że ma 21 lat to zachowuje się jak siedmio-letnie dziecko.
-Dzecko? Przecież 21 lat to dużo. Powinien być odpowiedzialny.
-I jest. Ale czasami się zapomina i no cóż nie panuje nad sobą.
-Mam nadzieję, że mnie polubi.
-Polubi na pewno.

Leżeliśmy jeszcze 15 minut aż w końcu usłyszałem cichutkie pochrapywanie Darlene.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 6

-Najpierw musisz mnie złapać-pokazałam chłopakowi język i zaczęłam uciekać dookoła samochodu.
-No proszę Cię. Chyba nie chcesz się zmęczyć.
-Wiesz mam 6 z wf-u więc to raczej Ty się zmęczysz.
-Ja przynajmniej nie jestem chwalipiętą-zaśmiał się Niall
Stanęłam i złapałam się pod boki.
-Czy Ty starasz się mnie właśnie obrazić?!-obużyłam się
-Ja? Nie...Nigdy...-zaczął się tłumaczyć
-Zaczynam przestawać Ci wierzyć kochaniutki

~Niall~
-Wiesz...Jak mi nie wierzysz to równie dobrze możesz wrócić do domu i zacząć się tłumaczyć gdzie byłaś tyle czasu-mrugnąłęm i uśmiechnąłem się cwaniacko
-Tłumaczenie się byłoby łatwiejsze
-Dobra wsiadaj już.
Darlene wsiadła do samochodu i zapieła pasy. Zdenerwowałem ją i o dziwo miałem z tego satysfakcję.
Odpaliłem silnik i ruszyłem z pobocza drogi.
-Ej czekać gdzie Ty jedziesz?!
-Mówiłaś, że tłumaczenie się byłoby łatwiejsze więc jedziemy do Ciebie.
-Ej czekaj co? Nie!
-Za późno.-powiedziałem i przyspieszyłem auto. Skręciłem na pola i po 10 minutach byliśmy na miejscu.
-Jakim cudem tak szybko tu przyjechaliśmy?
-Często tu bywałem. Chciałem Cię zobaczyć gdy miałem zły dzień.
Zacząłem tłumaczyć a w oczach Dar zaczął rosnąć strach. Odwróciłem się.
-Jasna cholera!
Nie zdążyłem nic więcej powiedzieć ani zrobić, bo Darlene już była w środku domu.
-Mamo!!-krzyczała płacząc jednocześnie. W końcu osunęła się na ziemię i wyszeptała:
-Mamusiu...Braciszku...
Nie mogłem patrzeć na ten moment.
Zacząłem chodzić po domu. Moje mięśnie były napięte. Tak byłem wściekły. Domyślałem się kto to był.
Znalazłem list.
-Darlene! Zobacz!-pobiegłem do niej co chwilę potykając się o porozwalane rzeczy.
-To list. Ale od kogo?-powiedziała ochrypłym od płaczu głosem.
-Od Steven'a...
-Kto to?
-Właśnie ten, o którym Ci nie chciałem powiedzieć. A już dawno powinienem!-walnąłem pięścią w ścianę.

~Darlene~
Znowu to się działo. Jego oczy zrobiły sie wyjątkowo ciemne. A na jego ciele uwidoczniły się żyły. Był zły i to bardzo.
Powoli doniosłam się z podłogi i podeszłam do niego od tyłu. Wzięłam z jego ręki list, położyłam na stołku, po czym przytuliłam się do niego jak najmocniej potrafiłam.
On odwrócił się do mnie i delikatnie pocałował moje usta.
-Przepraszam Cię kochanie...Nie chcę, żebyś przeze mnie była w niebezpieczeństwie.
-Ale nie będę, dopóki będziemy w tym razem.
-O ile będziemy w tym razem księżniczko.
-Na pewno będziemy nie mów tak-po moim policzku spłynęła jedna mała łza.-przeczytajmy może ten list.
"Droga Darlene
Mamy Twoją ukochaną mamusię i braciszka. Myślę, że chcesz ich jeszcze kiedyś zobaczyć. Jeżeli tak jest, to spotkajmy się za 2 dni o 13:00 koło starego dębu. Jeżeli Cię tam nie będzie to będziesz miała kłopoty więc lepiej przyjdź. I masz być bez Niall'a(wiemy, że się z nim spotykasz), bo jeżeli gdzieś go spotkamy to kogoś z tej dwójki możesz już nigdy nie zobaczyć. Steven. xx"
-Niall...-rozpłakałam się jak mała dziewczynka
-Ciii pójdziesz tam.
-Ale on...on.
-Napisał, że ma nie być tam mnie. Pójdziesz z Louisem.
-Kto to?
-Mój dobry znajomy.
-A jak nam coś zrobią?
-To ja wtedy zrobię coś im. Pamiętaj nigdy nie pozwolę, żeby ktokolwiek Cię skrzywdził skarbie-pocałował mnie w głowę i splutł nasze palce.

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 5

Siedząc tak w samochodzie i czekając aż ktoś przyjedzie nam na pomoc Darlene zasnęła. Przyglądałem się jej. Nie wiem czemu to robię, nie panuję nad tym. Może to dlatego, że gdy widzę jak śpi spokojnie w moich ramionach wiem, że jest bezpieczna.
Położyłem się tak, żeby Dar się nie obudziła. Objąłem ją ramieniem a ona przytuliła się do mnie.
Mój mały smerf się do mnie przytulił! Byłem taki szczęśliwy. Starałem się to wszystko ogarnąć, ale nie do końca mi wychodziło. W pewnym momencie usłyszałem cichutki głosik:
-Niall
-coś nie tak?
-nie...ja tylko chce o coś zapytać.
-pytaj śmiało.

-czy to przypadek, że się spotkaliśmy?
-nie mam pojęcia-zawachał​em się
-wiesz ja tak sobie często myślę, że to wszystko los już dawno dla nas przygotował-uśmi​echnęła się


~Darlene~
-dla...nas?-zapy​tał niepewnie
-pewnie, że dla nas a dla kogo innego?
-no bo... Już nic smerfie
-nie mów tak na mnie! Ja zacznę tak mówić na Ciebie.
-jestem wyższy od Ciebię
-ale jak na swój wiek to jesteś mały-wystawiłam język
-cicho nikt nie wie ile mam lat
-ja wiem i to wystarczy.
-nie wystarczy, bo nikt Ci nie uwierzy-zaczął mnie łaskotać
-Niall przestań! Nie lubię łaskotek
-ale słodko marszczysz nos-cmoknął mnie
-weź skończ to nie prawda-powiedzia​łam resztką sił

-może prawda może nie...
-prawda prawda nie myśl sobie-zaśmiałam się-ej kto to?
-nie mam pojęcia. Poczekaj sprawdze.
Wyszedł z samochodu. Po chwili wrócił zadowolony.
-możemy jechać dalej mamy tamto koło.
-wspaniale- aż klasnęłam w dłonie-czyli mogę już złożyć fotele?
-hm... No wiesz te rozłożone fotele mogą się jeszcze trochę przydać-przeczes​ał włosy palcami.

-niby do czego?
-do wielu rzeczy-poruszył brwiami jednoznacznie
-ale na myśli masz chyba tą jedną jedyną-podeszłam​ i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.


Po chwili jego usta połączyły się z moimi znacznie mocniej. Był trochę zachłanny ale za to bardzo delikatny. Znalazł lukę między moimi wargami i delikatnie wsunął język. Odwzajemniłam to. Nasze języki toczyły że sobą walkę, podczas której nie było faworyta.Oboje oddaliśmy się chwili. Jego usta były bardzo ciepłe, wręcz gorące i bardzo miękkie. Miałam wrażenie, że w porównaniu do jego moje usta były lodowate. Moje serce biło strasznie szybko. Może nawet zbyt szybko, bo czasami odczuwałam delikatnie ukłucia, ale nie przejmowałam się nimi zbytnio. Liczyło się to, co jest teraz. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.

~Niall~
To było wspaniałe. Chciałem tego od tak dawna, ale bałem się, że ją w jakiś sposób uraże. Nie wiem czym. Może tym, że zbyt szybko posunąłbym się dalej. Ale warto było czekać. To był pocałunek, na który czekałem od dawna. Do tej pory z dziewczynami byłem tylko dla zabawy, albo przygody na jedną noc... Tak byłem taki, ale narazie nie chce jej tego mówić. Boję się, że mnie zostawi.To byłoby najgorsze, co mogłoby się stać.

Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś takiego. Gdy oderwaliśmy się od siebie Darlene patrzyła na mnie wzrokiem przepełnionym szczęściem.
-i jak się czujesz?-zapytał​em
-och wspaniałe-westch​nęła
-a ta myśl, że całowałaś się właśnie ze złoczyńcą?-zaśmi​ałem się
-I'm in a bad romance!-zacytow​ała Lady Gagę i zaśmiała się.

-zdecydowałeś się mi powiedzieć?-zapy​tała
-jeszcze nie-zasmuciłem się-nie jestem gotowy
-nie śpiesz się ja poczekam
-jedźmy już lepiej, bo w końcu nie dojedziemy
-dobrze. To... Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?

-no nie wiem...
-ej! Obiecałeś, że mi powiesz
-zmieniłem zdanie
-no to nie będzie naleśnikow jak dojedziemy...
-dobra zastanowie się nad tym. Daj mi chwilę
-jak długą?
-wystarczająco długą, aby zacząć Cię łaskotać a później siłą wsadzić do samochodu-rozpocząłem realizować swój wspaniały plan.

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 4

-nie mogę uwierzyć, że mi nie powiedziałeś...
-a co miałem zrobić? Myślisz, że ja chce Cię w to wszystko pakować?!
Umilkłam. Widziałam, że w chłopaku zbiera się złość. Nie chciałam wszczynać kłótni, bo wiedziałam, że może w każdej chwili wybuchnąć.
-w co nie chcesz mnie pakować?-zapytał​am z ciekawości
-w to wszystko. Powiem Ci jak będę gotowy.

Między nami zapadła głęboka cisza. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
-usiadz sobie wygodnie, albo połóż się z tyłu, bo przed nami jeszcze sporo drogi. Skinęłam głową w geście zgody i położyłam się na tylnich siedzeniach. Po chwili blondyn schylił się, podniósł koc i przykrył mnie nim, po czym uśmiechnął się przyjaźnie.

Leżałam z tyłu patrząc przez okno w niebo. Tam, gdzie obecnie się znajdowaliśmy było bardzo ładnie. Świeciło piękne słońce i było ciepło, ale uparcie goniła nas ogromna burzowa chmura. Uśmiechnęłam się pod nosem.

~Niall~
Jechałem powoli. Nie chciałem, żeby za bardzo trzęsłó samochodem, żeby Darlene mogła spokojnie spać. Spojrzałem w lusterko. Cały czas spala. Mogłem tak godzinami patrzeć na nią. Była śliczna we śnie, a szczególnie gdy gadała. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Wróciłem do rzeczywistości i skupiłem się na drodze. Po kilku, może kilkunastu minutach usłyszałem cichutki drżący głos:
-gdzie jedziemy?
-zobaczysz śpiąca królewno-uśmiech​nąłem się i przeczesałem włosy palcami.
-nie jestem śpiącą królewną-zaczerw​ieniła się.
-jak dla mnie zawsze będziesz-cmoknął​em ją w policzek, a ona uśmiechnęła się delikatnie.

Jechaliśmy, a ona uważnie mi się przyglądała. Gdy spojrzałem w jej stronę szybko odwróciła głowę. Zaśmiałem się.
-czemu się śmiejesz?-zapyta​ła
-bo myślisz, że nie widziałem...
-czego nie widziałeś?
-że mi się przyglądasz
-ja? Tobie? Nigdy-wyczułem w jej głosie ironię.
-dobra mam pomysł
-jaki?
-ja Ci powiem gdzie jedziemy a Ty przyznasz, że mi się przyglądałas.
-i tyle?
-nie. Na miejscu zrobisz mi naleśniki-porusz​yłem znacząco brwiami i zaśmiałem się.

-no dobrze. Skoro to tylko tyle... Przyznaje przyglądałam Ci się.
-i to mi się podoba
-zatrzymaj na chwilę samochód-poprosi​łam
jak powiedziałam tak zrobił.
-coś się stało?-zapytał z przejęciem
-coś by się stało, gdybyś mnie nie wypuścił...pękłb​y mi pęcherz.
Niall zaczął się śmiać, a ja pokazałam mu język. Poszłam w krzaki, żeby załatwić swoją potrzebę.
Gdy wracałam Niall nie odrywał ode mnie wzroku.
-wręcz przeciwnie-przyg​ryzł wargę.
-nie zapędzaj się tak Romeo-zażartował​am. W tym momencie usłyszałam strzał.
-aaa Niall!-krzyknęła​m.

-coś Ci jest? Jesteś ranna?
-nie nic boję się tylko.
-nie bój się jestem tu.
-Niall czy my mamy przebitą oponę?
-no mamy...-westchną​ł
-i jak my dojedziemy na miejsce?
-no wiesz... Jest coś takiego jak opona zapasowa-mrugnął​-oni nas nie przechytrzą nie martw się.

Podszedłem do bagażnika i zajrzałem do środka. Spodziewałem się innego widoku...
-no wiesz miałem zmienić oponę co nie? A może sobie tutaj chwilę posiedzimy?
-czemu chcesz tu siedzieć? Robi się zimno...
-no bo ten... W bagażniku też mam dziurawą oponę...
-no nie żartuj...-powied​ziała. W jej oczach zaczęły zbierać się łzy.
-to moja wina-powiedziała​ łamiącym się głosem.- gdybym nie kazała Ci się zatrzymać byłoby w porządku. Zaczął padać deszcz.
-o widzisz to przeze mnie.

-nie przez Ciebie to niebo płacze nade mną nie nad tobą-powiedziałe​m i wsiadłem do auta i pokazałem dziewczynie gestem, żeby zrobiła to samo.
Wsiadła i wtuliła się we mnie. Płakała a ja w sumie nic nie mogłem zrobić. Jedyne co było dane nam zrobić to czekać. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 3

Miałem nadzieję, że Darlene nie będzie mi miała za złe, że wyszedłem tak bez pożegnania, ale nie mogłem siedzieć tam u niej i spokojnie pić herbatę że świadomością, że coś przed nią ukrywam.Szybko złapałem kartkę i napisałem niedługą wiadomość po czym wyszedłem. W duchu prosiłem, żeby Darlene wróciła dopiero jak będę dość daleko od jej domu. Było mi ciężko żyć z tą świadomością, że ona zna praktycznie tylko moje imię. Tak bardzo chciałem opowiedzieć jej wszystko ale nie mogłem. Gdybym jej powiedział to ona odrzuciłaby mnie. Nie chciałaby mnie znać a co dopiero ze mną rozmawiać.Na szczęście mieszkam nie daleko więc na miejscu byłem po 5 minutach. Zrzuciłem buty i położyłem się na kanapie przed telewizorem. Już miałem zasypiać przez nudne wiadomości, gdy ożywił mnie dźwięk sms-a. "hej jak tam? xx" był to sms od Darlene. No tak ona nie wiedziała, że to ja jestem tym bulletproof. Choć zapewne się domyślała po tym, co powiedziałem w szkole.
"właśnie zasypiam przed telewizorem a tam? xx"
"no ja coś w podobie"-odpisała mi. Po chwili dostałem drugiego sms-a: "niall boję się..."
"czemu coś nie tak?"napisałem i już zakładałem buty na nogi.
"do mojego mieszkania próbują wejść jacyś mężczyźni... Nie znam ich."
"nie ruszaj się z tamtąd gdzie siedzisz!" Pognałem w stronę samochodu. Nie obchodziło mnie to, że mam do niej kilka minut, samochodem było szybciej.

Na głowę założyłem jeszcze ulubionego full capa i uruchomiłem silnik. Z piskiem opon odjechałem spod domu. Jechałem szybko nie przejmowałem się teraz niczym. Wysiadłem ze swojego Land Rovera i podszedłem do domu Darlene. Usłyszałem krzyki. "znaleźli ją"-pomyślałem i wbiegłem po schodach na górę.
-zostawcie ją!-krzyknąłem
-oo bohater przybył na ratunek?
-odsun się od niej!
-tak bardzo Ci na niej zależy? Weź ją sobie jest nic nie warta.-popchnął Dar w moją stronę.

Dziewczyna przestraszona patrzyła na mnie. Na jej policzkach były widoczne ślady łez, ale moja uwagę przykuł inny szczegół. Czułem jak gromadzi się we mnie złość.

~Darlene~

Patrzyłam na niego a on na mnie. Nagle jego oczy stały się szafirowe. Widziałam, że jest wściekły i nawet podejrzewałam czemu. Nagle rzucił się na jednego z mężczyzn i zaczął okładać go pięściami. Tamten upadł na ziemię a Niall nie przestawał go bić. Drugi z nich chciał pomóc ale podzielił los pierwszego. Niall nie miał teraz litości.
-jak śmiałeś! Nie miałeś prawa podnieść mi nią ręki! Zabije was obiecuje, że was teraz tutaj zabije!
-Niall nie!-krzyknęłam a on odwrócił głowę.

Podszedł do mnie. Przestraszyłam się, bo dalej miał ciemne oczy. Jego ręce były czerwone. Podejrzewałam, że od krwi. Bałam się go takiego.
-chodźmy stąd-powiedział i wyszliśmy z domu.
-gdzie idziemy?
-pójdziemy do mnie tam będziesz bezpieczna.
-a nie będę przeszkadzać?
-ty? Nigdy.
Mówił krótkie zdania, ale na temat. Obawiałam się jego reakcji ale zapytałam:
-a tak właściwie to skąd wiedziałeś, że ktoś u mnie jest?
Milczał. Cisza robiła się coraz głębsza. Podszedł do mnie, zakrył moje usta ręką i powiedział:
-jestem inny. Bardziej niebezpieczny.
-i to stąd wiedziałeś, co się dzieje?-powiedzi​ałam gdy poluźnił uścisk
-już Ci powiedziałem jestem inny. Nie pytaj o więcej dowiesz się z czasem.

O nic więcej nie pytałam wsiadłam do samochodu i patrzyłam przed siebie.
-bardzo Cię boli?-zapytał po chwili
-co? A nie tylko trochę- i dotknęłam policzka po czym syknęłam z bólu. Bolało ale nie chciałam mu robić problemu. Zauważyłam, że jego oczy odzyskały swój normalny kolor zaryzykowałam:
-powiesz mi w końcu skąd wiedziałeś?
On nic nie powiedział tylko wyjął telefon i pokazał mi wiadomość, która wyslalam jakieś 20 minut temu. Moje oczy stały się wielkie jak 5 złotych. Spojrzałam na niego.
-ale jak to...

On tylko patrzył na mnie i nic nie mówił.
_________________________________________________________________
Wybaczcie, że ten rozdział taki krótki... Inne postaram się pisać dłuższe Kocham was :*

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 2

Kolejny dzień 6:44 i pierwsze tony budzika. Zaczyna się kolejny jakże nudny dzień, w którym muszę iść do szkoły. Pewnie zastanawiacie się dlaczego mam budzik ustawiony akurat na 6:44. A więc mam w telefonie dwuminutową drzemkę no i tak sobie ją klikam i klikam aż dochodzi godzina 7 i w końcu przychodzi mama, żeby mnie obudzić a mama nie ma funkcji "drzemka"...
Po kolejnym nawoływaniu mamy postanowiłam w końcu powstać z łóżka w celu pójścia do znienawidzonego przeze mnie miejsca. Powoli podeszłam do lustra w łazience i spokojnie umyłam zęby. Ubrałam się i postanowiłam uczesać się w koka. Nie zjadłam śniadania, bo postanowiłam zjeść coś na szybko w szkole. Pospiesznie zarzuciłam kurtkę wsunęłam buty i wyszłam z domu szybkim krokiem. Już od murów szkoły czułam, że coś się dzisiaj stanie. Bałam się a mimo to szłam dalej pewna siebie. Może aż nazbyt pewna...? W końcu dotarłam do mojej paczki. Suzanne, Julia, Louise i Justina już na mnie czekały.
-Czemu tak długo? Wiesz ile na Ciebie czekałyśmy...?
-Oj tam ważne, że w ogóle przyszłam, bo nie mam specjalnej ochoty tu być.
-A kto ma. Nie marudź tylko chodź.
Przechodząc obok grupki chłopaków usłyszałam jak jeden z nich mówił zciszonym głosem a po chwili powiedział jakby pewniej:
-Bo ja jestem kuloodporny.
Nie powiem zaciekawiła mnie ta wypowiedź ale przestraszyłam się.
-Wiecie co? Nie chce tu być. Nie dzisiaj.
-Nie powiesz mi chyba, że idziesz na wagary?-zaczęła Lou
-A czemu nie?
-No bo nie powinnaś jak cię ktoś złapie to będziesz miała przechlapane do końca szkoły.
-Nie dbam o to.-i wybiegła ze szkoły.
Szła sobie spokojnie ulicą gdy nagle usłyszała głos:
-Panno Darlene dlaczego nie jest panienka w szkole?
-Ona źle się poczuła i odprowadzam ją do domu.-nagle znikąd pojawił się blondyn
-Dobrze wracajcie bezpiecznie-uśmiechnęła się nauczycielka
Zdziwiło mnie zachowanie chłopaka dodam, że widziałam go w szkole bardzo rzadko.
-Czemu to zrobiłeś?Poradziłabym sobie...
-Taka jedna, mała osóbka nie dałaby sobie rady uwierz mi.
Szliśmy sobie w ciszy, aż doszliśmy do mojego domu. Przerażało mnie to. Przyglądał mu się uważnie. Zauważyłam, że ma mały tatuaż na lewej ręce ale nie zauważyłam co przedstawiał. Włosy miał zadbane jak na chłopaka ładnie ułożone. Na ramieniu prawej ręki miał bliznę nie zapytałam od czego bałam się, że będzie zły.

W końcu doszliśmy do mojego domu.
-Może wejdziesz? I tak nie musisz wracać do szkoły.
-Skoro nalegasz to mogę wejść.
Otworzyłam drzwi i wpuściłam chłopaka.
-Napijesz się czegoś?
-A co masz do zaproponowania?
-Hmm...Pepsi herbata jakaś kawa ewentualnie. O i gorąca czekolada się znajdzie.
-No to może...Niech będzie herbata.
-Powiedz mi coś o sobie...Bardzo rzadko widuję Cię w szkole.
-No cóż nie jest to moje ulubione miejsce na spędzanie czasu. A poza tym ja już pracuję. Do szkoły przychodzę tylko do znajomego.
-Znajomego?Kogo?
-Do Harry'ego dłuższe kręcone włosy
-Ach wiem który to! Moja koleżanka jest w nim szaleńczo zakochana ale boi się mu o tym powiedzieć.
-Heh-zaśmiał się cicho-Nie musi się go bać
-Powiedz mi czemu na placu w szkole powiedziałeś, że jesteś kuloodporny?
Po zadanym pytaniu jego twarz pochmurniała a oczy zrobiły się dużo ciemniejsze niż normalnie. Gdy szliśmy były błękitne a teraz dostały koloru szafiru. Przestraszyłam się tego...
-Ja wiesz...Nieważne. Tylko zapytałam nie musisz odpowiadać.
Na jego twarzy dalej był widoczny grymas a zęby miał mocno zaciśnięte. Po chwili podałam mu kubek z herbatą. Pił spokojnie wpatrując się we mnie. Mimo tego, że jego twarz miała już normalny wygląd oczy nadal były szafirowe. Nie spodziewałam się takiej reakcji na jedno głupie pytanie.
-Mam prośbę...-powiedział cicho chłopak
-Jaką?
-Czy...Przyniosłabyś jakieś ciastka?
-Jasne-odparłam i uśmiechnęłam się
Wyszłam do pokoju i po jakichś pięciu minutach weszłam do z powrotem do pokoju. Po chwili wszystkie ciastka wylądowały na podłodze. Nie mogłam uwierzyć...Nie było go. Odszedł tak po prostu bez pożegnania. Chwila chwila! Zostawił na stole kartkę.Zaczęłam czytać pozostawioną mi wiadomość.
"Droga koleżanko!
Tak nie zapytałem jak masz na imię. Tego dowiem się później. Wybacz, że nie pożegnałem się, ale musiałem wyjść bo dostałem pilną wiadomość. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś. Jeżeli masz czas jutro o 16 to bądź wtedy pod szkołą. N. xx"
Nie wiedziałam czy się zgodzić, bo jego zachowanie zaniepokoiło mnie. Ale przecież nic nie może i zrobić, bo jakby chciał to już dawno by to zrobił.

Po tych wszystkich jakże głębokich przemyśleniach wzięłam swoje mp3 włożyłam słuchawki w uszy i położyłam się na łóżku. Nawet nie zauważyłam jak szybko zasnęłam myśląc o tajemniczym chłopaku.

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 1

Kilka dni temu na portalu społecznościowym poznałam chłopaka. Pisałam z nim bardzo dużo i myślę, że mnie polubił... Za każdym razem umawialiśmy się na następny dzień. Ze szkoły do domu wracałam szybko jak nigdy a pierwsze co robiłam po wejściu to włączenie kompa i sprawdzenie czy mój znajomy już jest. Wzięłam obiad z wczoraj i nawet go nie odgrzałam, choć mama mówiła, żebym to zrobiła. Talerz był pusty chyba po minucie. Weszłam na stronkę. Nie musiałam się logować, bo miałam ustawione, żeby mnie nie wylogowywało. Po chwili już byłam na ulubionym czacie. W pewnej chwili przestraszyłam się, że Bulletproof, bo taki chłopak miał nick o mnie zapomniał. W napięciu kilka razy w tą i z powrotem przeszukałam listę dostępnych ale jego tam jak na złość nie było.
-Jeszcze kilka minut i sobie idę. Jak będzie to mi napisze a jak wejdę później to odczytam i będzie dobrze.-powiedziałam do siebie.
I już miałam wyłączać gdy przyszła do mnie wiadomość.
"Hej. Mam nadzieję, że długo nie czekałaś i nie gniewasz się na mnie, że mnie tak długo nie było. Musiałem załatwić jedną sprawę..."
"Jaką sprawę?"-odpisałam szybko
"Taką jedną...Nie ważne"
"Jak uważasz..."
Po raz kolejny spędziłam dużo czasu na rozmowie z Bulletproof. Kurczę jak mi się podoba jego nazwa! Jest taka tajemnicza jak on sam. Pasuje to do niego...
"Może byśmy się kiedyś spotkali?"-wystukałam
"Hmm...Nie wiem na cały ten tydzień mam zapełniony grafik"
"To co Ty takiego robisz, że nie masz czasu na kawę? Planujesz jak zapanować nad światem? haha"
"No w sumie to coś w podobie..."
"To znaczy?"-zaciekawiłam się
"Nie mogę powiedzieć to tajemnica"
"Mi możesz powiedzieć nikomu nie powiem"
"Wolałbym nie. Może kiedy indziej."
Po wielogodzinnej rozmowie stwierdziłam w końcu, że muszę się ogarnąć na jutro do szkoły.
"Muszę lecieć, bo jutro babka z historii zapowiedziała sprawdzian. Do jutra :)"
"Narazie:) Jak chcesz to pisz na mój numer 764-935-546"
Po odczytaniu tej wiadomości wyłączyłam komputer i postanowiłam oddać się chwili relaksu. Wzięłam puchaty ręcznik, piżamę w misie i poszłam wziąć długą i ciepłą kąpiel, bo uznałam, że dobrze mi zrobi.
Leżąc już w wannie postanowiłam napisać do tajemniczego znajomego.
"Hej to ja LittleOne. Co słychać?"-napisałam po czym odłożyłam telefon na pralkę stojącą obok wanny. Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź:
"Właśnie zamierzam wziąć długą relaksacyjną kąpiel a ty? xx"
"Leże w wannie i się relaksuję"-uśmiechnęłam się pod nosem. Zanurzyłam się cała pod wodą w celu zmoczenia głowy. Wynurzając się usłyszałam jak telefon wibruje na pralce.
"Przypadek? Nie sądzę :)"
"Bardzo możliwe, że nie :)"
"A może umyć Ci plecy? xx"
"Niech pomyślę...To byłoby dziwne gdyby obcy chłopak siedział u mnie w łazience gdy jestem naga i mył mi plecy. Nie sądzisz?"
"No może troszeczkę..."
"Właśnie :) Napiszę do Ciebie jak wyjdę z łazienki xx"
"Okej miłej kąpieli xo"
Tym zakończyłam jakże emocjonującą rozmowę ze znajomym, którego nie znam imienia.
Wyszłam z łazienki. Założyłam ulubioną piżamę a mokre włosy związałam w kucyk. Wzięłam do reki telefon i zobaczyłam, że mam jedną nieodebraną wiadomość.
"Tak poza tym to jestem Niall a ty?xx"
"Darlene :) Nareszcie wiem jak się do Ciebie zwracać :)"
"Ja również. Ja już idę spać, bo rano wstaję kolorowych snów :*"
"Dobranoc xx"
Usiadłam na chwile na łóżku w celu rozmyślania, po czym owinęłam siękołdrą i udałam się do krainy snów.





Mam nadzieję, że rozdział pierwszy wam się podoba. Jeżeli ktoś z Was uzna, że jest nudnawy proszę nie rezygnujcie z niego, bo to jest tylko wstęp.Uwaga numer użyty w rozdziale to przypadkowe numerki wciskane przeze mnie :D Kocham was :*