Siedziałem w swojej sali i rozmyślałem o tym wszystkim co się stało. Obwiniałem się, że przez moją głupotę Darlene mało nie umarła. Przez wszystkie te myśli narastała we mnie złość.
Stałem przy oknie i przyglądałem się wszystkim ludziom. Wśród nich zauważyłem parę zakochanych. Szli razem, ale było widać, że coś ich męczy. Zaczęli się kłócić. Chyba nie obchodziło ich to, ze wszyscy to widzą. Ten chłopak musiał zrobić coś strasznego skoro dziewczyna tak na niego krzyczała. Uśmiechnąłem się pod nosem, w końcu widać, że dziewczyna wie o co walczy. ale po chwili głupawy uśmieszek zszedł z mojej twarzy. On podniósł rękę i uderzył ją. Upadła na ziemię a z jej nosa poleciała krew. Pomógł jej wstać i chciał przytulić ją i przeprosić. Mimo tego ona odepchnęła go i poszła zupełnie w inną stronę niż on.
Brzmi trochę jak scena z filmu, ale widziałem to na własne oczy.
-Straszne nie?-usłyszałem głos i aż podskoczyłem
-No trochę...
-Niektórzy ludzie po prostu nie są stworzeni by kochać...
-Co masz na myśli?
-Mówią, że kochają a później robią coś by zranić. Krzywdzą. Wyrzucają wszystkie uczucia na moment, ale one już nie wracają...
Zdenerwowałem się.
-Jak możesz mi to teraz mówić?!-odwróciłem się i złapałem nieznajomego za koszulkę
-Mogę, bo własnie po to tu jestem-uśmiechnął się szyderczo pomocnik Steven'a
-Wyjdź stąd! I nigdy nie wracaj!-uderzyłem go w twarz
-No dawaj uderz mocniej przecież wiem jak tego chcesz. A może sam siebie powinieneś tak uderzyć? To przez Ciebie Darlene leży nieprzytomna w łóżku.
-Nic już nie mów! Ja... Po prostu wyjdź.-odwróciłem się i zacisnąłem oczy, żeby nie pozwolić moim łzom wyjść na zewnątrz gdy on tu będzie. Widziałem w szybie jak wychodzi z sali z triumfem na twarzy.
-Niall coś nie tak?
Usłyszałem cichy głos za mną. To nie mogła być prawda.
-Ja po prostu...Darlene!-podbiegłem do niej i złapałem na ręce-o mój boże to Ty obudziłaś się! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
-Niall ona się nie obudziła. To ty zasnąłeś.
-Co? Ale jak to?-zapłakałem.
-Lepiej mi powiedz co się stało z Twoją ręką...
-Był tu jeden z gości Steven'a...
-Zrobił Ci coś?-zapytał zdenerwowany Lou
-Nie nic ja zrobiłem jemu...
-Co?!
-Obiłem mu gębę.
-Czemu?
-Należało mu się. I nie wiem czy nie powinienem zrobić tego mocniej.
-Dobra stary połóż się odetchnij. Ja muszę uciekać siedziałem tu już dobre dwie godziny. Trzymaj się jutro wpadnę.
-Okej narazie.
Nie mogłem leżeć bezczynnie i nic nie robić. Musiałem wstać. Wszyscy już wiedzieli, że czasami muszę robić spacerki do sali numer 9, więc nikt mnie nie zatrzymywał jak wyszedłem ze swojej sali i szedłem spokojnie.
Wszedłem do środka a moje oczy po raz kolejny tego dnia się zaszkliły.
-Darlene ja tak bardzo Cię przepraszam...Nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nikomu. I ja sam będę uważał.
Odpowiedziała mi tylko cisza.
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
I'll stand by you-zaśpiewałem i zapłakałem.
-Och why you look so sad?
Tears are in your eyes
Come on and come to me now.
Don't be ashamed to cry
Let me see you through
'cause I've seen the dark side to
When the night falls on you
You don't know what to do
Nothing you confess
could meka me love you mess-usłyszałem ciche słowa
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
-I'll stand by you-dokończyliśmy razem a ja rozpłakałem się jak dziecko.
-Nie płacz już.-powiedziałam najwyraźniej jak się dało.
-Ale ja...po prostu nie mogę.
-So if you're mad, get mad
don't hold it all inside
come on and talk to me now
Hey, what you got to hide?
I get angry too
Well I'm a lot like you
When you're standing at the crossroads
And don't know which path to choose
Lat me come along
'cause even if you're wrong-zaśpiewałam dalej
-I'll stand by you
I'll stand by you
Won't let nobody hurt you
I'll stand by you
Take me in, into your darkest hour
and I'll never desert you
-I'll stand by you...-zaśpiewaliśmy razem i poczułam jak po moich jak i Niall'a policzkach płyną łzy.
Usłyszałam oklaski.
-Brawo. Pięknie wam to wyszło-powiedział ktoś pociągając nosem. Nie znałam tej osoby. Miała dość wysoki głos, choć wyczułam, ze to chłopak.
-Lou co ty tu robisz?
-Zapomniałem wejść do Darlene więc zdecydowałem się wrócić do sali i zobaczyć co u niej, ale widzę, ze mnie wyprzedziłeś.
-No tak troszkę-zaśmiał się wycierając oczy.
-Don't be ashamed to cry-usłyszałam głos Louisa.-Słuchaj rad swojej dziewczyny. Każdy ma uczucia i każdy może je okazywać.
-Taa dzięki za radę, ale lepiej pójdę po pielęgniarkę, żeby przyszła i zbadała Dar.
-Nie trzeba usłyszałem jak śpiewacie i poszedłem już dawno. Biedna tak się rozpłakała, ze zmoczyła sobie całą górę od fartucha...
-Moi drodzy to było wspaniałe-powiedziała zapłakana pielęgniarka wchodząc do sali.-Nigdy nie widziałam czegoś równie pięknego i romantycznego.
-Dziękujemy bardzo...
-Cały personel zszedł się tutaj, żeby posłuchać.
-Cały?!-zapytaliśmy równocześnie
-Calutki-zaśmiał się Lou i otworzył drzwi szeroko.
-Ordynator odchodzi od zmysłów, bo wszyscy stwierdzili, że już się nie obudzisz i chcieliśmy jakoś uświadomić z tą myślą pani chłopaka...A tu takie rzeczy się dzieją!
-Nie pozwoliłbym jej odłączyć-Niall spoważniał
-Ale ja się obudziłam i nawet nie było takiej potrzeby.
-I tak bym nie pozwolił!
-Niall uspokój się!
-Przepraszam poniosło mnie. Za dużo emocji na jeden dzień...
-Bardzo rzadko się zdarza, że do życia przywraca głos ukochanej osoby. Bardzo rzadko.
-A więc jestem szczęściarą-uśmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka.
-Przepraszam...-usłyszałam głos innej pielęgniarki
-Coś się stało?-zapytałam
-Nie tylko... Czy moglibyście jeszcze raz zaśpiewać? prosimy...
-Co ty na to ukochana osobo?
-Z największą przyjemnością.
Zaśpiewaliśmy ponownie. Wszyscy płakali przyszło nawet kilkoro pacjentów. Nie wiedziałem, ze to, ze śpiewam i to jeszcze w duecie wywoła kiedykolwiek takie emocje.
Byłem szczęśliwy. I nie mogę uwierzyć, że to tylko dzięki mojemu głosowi Darlene się obudziła i jest ze mną tutaj znowu.
Nie zniszczę tego więcej. Obiecuję Darlene.I'll never desert you...
___________________________________________________________________________
A więc 10 rozdział za nami jestem taka szczęśliwa, że udało mi się dotrwać... Dziękuję bardzo wszystkim czytającym a szczególnie Oliwii Horan, bo jej komentarz pojawia się praktycznie pod każdym rozdziałem. No i oczywiście dziękuję Louise, która nie komentuje ale czyta moje opowiadanie. Oczywiście nie mogę zapomnieć o Marcie, która dopiero zaczęła czytać :) Dobra nie rozpisuję się dalej. Naprawdę cieszę się, ze dotarłam już tak daleko. Powtórzę to naprawdę cieszę się, ze ktokolwiek czyta te moje wypociny. Kocham Was :*
P.S. Tekst piosenki w tym rozdziale to "I'll stand by you" Fifth harmony :)
środa, 31 lipca 2013
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział 9
Przyjechałem wcześniej niż się umówiliśmy. Miałem nadzieję, że nic się z tego powodu nie stanie. Zapukałem do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Lekko pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Było cicho. Aż za cicho. W środku było czysto. Nic nie wskazywało, ze ktokolwiek niechciany tu był. Wszedłem na górę i zajrzałem do sypialni. Łóżko było jeszcze nie pościelone.
-Musieli niedawno wstać.-powiedziałem do siebie i wyszedłem szybkim krokiem z pokoju.
Przeszukałem cały dom i nic nie znalazłem. Przechodząc po raz któryś z kolei zobaczyłem otwarte drzwi prowadzące do ogrodu. Wyszedłem i zamurowało mnie. Na ziemi leżał Niall przytulający do siebie jak mniemam Darlene. Byli cali mokrzy.
Podszedłem i zbadałem puls Niall'a. Czulem go, czyli żył.
-Niall stary. Hej Niall. Słyszysz mnie?-zero reakcji.
Miałem nadzieję, że z dziewczyną będzie lepiej. Podszedłem i zbadałem jej puls. Był ledwie wyczuwalny. Ale był i to się liczyło.
Nie zastanawiałem się tylko wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na pogotowie. Po 5 minutach już byliśmy w drodze do szpitala.
Cholernie trzęsły mi się ręce. Nic nie mogłem trzymać,bo mi wypadało. W końcu pielęgniarka podała mi proszki na uspokojenie i jakoś poszło.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Myślałem, że zejdę im w karetce przez te nerwy.
Darlene zabrali na OIOM. Niall'a zresztą też, bo nie wiedzieli co się im stało. Nikt nie wiedział.
Po upływie około 20 minut pielęgniarki wiozły parę do sali. Zrobili to, czego się obawiałem. Rozdzielili ich. Niall poszedł do sali numer 5 a Dar do 9.
Było pewne, że Niall jak tylko się obudzi i nie zobaczy jej to nawet jak będzie miał zakaz to wstanie i do niej pójdzie.
Byłem cały czas przy nich. Raz w jednej sali raz w drugiej. Musiało to zabawnie wyglądać, jak co 30 minut zmieniałem salę. Ale nie mogłem inaczej. Chciałem być przy obojgu w razie gdyby się obudzili.
Minęło sporo czasu a ja dalej trwałem na szpitalnym krzesełku. W końcu rozsiadłem się wygodnie i po chwili zasnąłem.
Chciałem otworzyć oczy. Było mi trudno. Nie wiedziałem co się dookoła mnie dzieje. Uchyliłem powieki a moje oczy poraziło białe światło. Zamknąłem je szybko z powrotem.
Po chwili otworzyłem je ponownie. Tym razem zdecydowanie. Rozejrzałem się dookoła i nie wierzyłem własnym oczom. Byłem w szpitalu. Usłyszałem czyjś równy oddech. Odwróciłem głowę i zobaczyłem mojego przyjaciela.
-Będę Ci dłużny do końca życia-wyszeptałem i zaszlochałem cicho.
-No dobra ale nie musisz mi się tu rozklejać...
-Ja się nie rozklejam. Tylko wycieram oczy...
-Nazywaj to jak chcesz. Jak się czujesz?
-Może być lepiej...
-Nie dziwię się.gdybym nie przyjechał wcześniej to pewnie oboje leżelibyście martwi koło basenu.
-Jak długo już tu jesteśmy?
-Już dobre trzynaście godzin.
-Czyli, że jest godzina...?
-23.18 dokładnie. A nie już 19.
-Czyli dobre czternaście godzin nic nie kontaktowałem...
-No niestety.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwałem ze zdenerwowaniem w głosie.
-Gdzie Darlene?!
-W sali numer 9 spokojnie.
-Jak mam być spokojny skoro to wszystko moja wina? Czy ona żyje?
-Żyje i jej stan jest już stabilny.
-Już?
-Ech...Jak pogotowie przyjechało jej puls był niemal nie wyczuwalny.
-O matko co ja zrobiłem...-rozpłakałem się
-Niall stary już dobrze. Nie masz się o co martwić. Poczekaj pójde do pielęgniarki i powiem, ze się obudziłeś.
-Dobra idź.
Nie mogłem sobie wybaczyć tego, co zrobiłem. Mogłem jej najpierw posłuchać. Zachowałem się jak skończony idiota. Ale przysięgam, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu.
Dobra chyba pora wstać i iść do sali Darlene. Muszę zobaczyć co z nią. Boję się.
Słyszałam jakieś szepty na sali. Chciałam wstać lub chociaż otworzyć oczy, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Miałam wrażenie, że coś mnie przygniata do łóżka i na siłę trzyma powieki.
W pewnym momencie usłyszałam kroki i to, że ktoś otwiera drzwi do mojej sali. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam kto to może być. Może jakaś pielęgniarką? A może to sprzątaczka?
Ta osoba zbliżała się, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Nagle usłyszałam głos.
-Darlene wybaczysz mi to kiedyś? Jestem debilem, wiem to. Ale obiecuję, że już nigdy więcej nie zrobię nic bez wiedzy na ten temat. Ob...
-Niall Horan? Czemu pan nie jest w swojej sali? Proszę szybko wracać.
-Ale ja chciałem tylko.
-Nie obchodzi mnie co pan chciał. Proszę wrócić do swojej sali.
Po chwili znowu zapadła cisza. Zaczęłam rozmyślać.
Jest osobą, która odpisuje na moje sms'y o każdej porze. Odbiera moje telefony w środku nocy i najzwyczajniej w świecie słucha, dopóki nie wyrzucę z siebie wszystkiego. Jest gotowy zerwać się z łóżka o szóstej nad ranem i przybiec do mnie po ulicy skutej lodem, bo potrzebuję się komuś wyżalić. Wie kiedy potrzebuję jego rady a kiedy obecności i milczenia. Jest przy mnie bezustannie. Nie odejdzie przy najbliższej okazji, z mocniejszym podmuchem wiatru. Wiecie kto to? Tak to właśnie Niall. Mój chłopak, podkreślę to zdanie MÓJ CHŁOPAK. Bo on zawsze jest był i będzie.
Kocham Cię Niall.
-Musieli niedawno wstać.-powiedziałem do siebie i wyszedłem szybkim krokiem z pokoju.
Przeszukałem cały dom i nic nie znalazłem. Przechodząc po raz któryś z kolei zobaczyłem otwarte drzwi prowadzące do ogrodu. Wyszedłem i zamurowało mnie. Na ziemi leżał Niall przytulający do siebie jak mniemam Darlene. Byli cali mokrzy.
Podszedłem i zbadałem puls Niall'a. Czulem go, czyli żył.
-Niall stary. Hej Niall. Słyszysz mnie?-zero reakcji.
Miałem nadzieję, że z dziewczyną będzie lepiej. Podszedłem i zbadałem jej puls. Był ledwie wyczuwalny. Ale był i to się liczyło.
Nie zastanawiałem się tylko wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na pogotowie. Po 5 minutach już byliśmy w drodze do szpitala.
Cholernie trzęsły mi się ręce. Nic nie mogłem trzymać,bo mi wypadało. W końcu pielęgniarka podała mi proszki na uspokojenie i jakoś poszło.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Myślałem, że zejdę im w karetce przez te nerwy.
Darlene zabrali na OIOM. Niall'a zresztą też, bo nie wiedzieli co się im stało. Nikt nie wiedział.
Po upływie około 20 minut pielęgniarki wiozły parę do sali. Zrobili to, czego się obawiałem. Rozdzielili ich. Niall poszedł do sali numer 5 a Dar do 9.
Było pewne, że Niall jak tylko się obudzi i nie zobaczy jej to nawet jak będzie miał zakaz to wstanie i do niej pójdzie.
Byłem cały czas przy nich. Raz w jednej sali raz w drugiej. Musiało to zabawnie wyglądać, jak co 30 minut zmieniałem salę. Ale nie mogłem inaczej. Chciałem być przy obojgu w razie gdyby się obudzili.
Minęło sporo czasu a ja dalej trwałem na szpitalnym krzesełku. W końcu rozsiadłem się wygodnie i po chwili zasnąłem.
Chciałem otworzyć oczy. Było mi trudno. Nie wiedziałem co się dookoła mnie dzieje. Uchyliłem powieki a moje oczy poraziło białe światło. Zamknąłem je szybko z powrotem.
Po chwili otworzyłem je ponownie. Tym razem zdecydowanie. Rozejrzałem się dookoła i nie wierzyłem własnym oczom. Byłem w szpitalu. Usłyszałem czyjś równy oddech. Odwróciłem głowę i zobaczyłem mojego przyjaciela.
-Będę Ci dłużny do końca życia-wyszeptałem i zaszlochałem cicho.
-No dobra ale nie musisz mi się tu rozklejać...
-Ja się nie rozklejam. Tylko wycieram oczy...
-Nazywaj to jak chcesz. Jak się czujesz?
-Może być lepiej...
-Nie dziwię się.gdybym nie przyjechał wcześniej to pewnie oboje leżelibyście martwi koło basenu.
-Jak długo już tu jesteśmy?
-Już dobre trzynaście godzin.
-Czyli, że jest godzina...?
-23.18 dokładnie. A nie już 19.
-Czyli dobre czternaście godzin nic nie kontaktowałem...
-No niestety.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwałem ze zdenerwowaniem w głosie.
-Gdzie Darlene?!
-W sali numer 9 spokojnie.
-Jak mam być spokojny skoro to wszystko moja wina? Czy ona żyje?
-Żyje i jej stan jest już stabilny.
-Już?
-Ech...Jak pogotowie przyjechało jej puls był niemal nie wyczuwalny.
-O matko co ja zrobiłem...-rozpłakałem się
-Niall stary już dobrze. Nie masz się o co martwić. Poczekaj pójde do pielęgniarki i powiem, ze się obudziłeś.
-Dobra idź.
Nie mogłem sobie wybaczyć tego, co zrobiłem. Mogłem jej najpierw posłuchać. Zachowałem się jak skończony idiota. Ale przysięgam, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu.
Dobra chyba pora wstać i iść do sali Darlene. Muszę zobaczyć co z nią. Boję się.
Słyszałam jakieś szepty na sali. Chciałam wstać lub chociaż otworzyć oczy, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Miałam wrażenie, że coś mnie przygniata do łóżka i na siłę trzyma powieki.
W pewnym momencie usłyszałam kroki i to, że ktoś otwiera drzwi do mojej sali. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam kto to może być. Może jakaś pielęgniarką? A może to sprzątaczka?
Ta osoba zbliżała się, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Nagle usłyszałam głos.
-Darlene wybaczysz mi to kiedyś? Jestem debilem, wiem to. Ale obiecuję, że już nigdy więcej nie zrobię nic bez wiedzy na ten temat. Ob...
-Niall Horan? Czemu pan nie jest w swojej sali? Proszę szybko wracać.
-Ale ja chciałem tylko.
-Nie obchodzi mnie co pan chciał. Proszę wrócić do swojej sali.
Po chwili znowu zapadła cisza. Zaczęłam rozmyślać.
Jest osobą, która odpisuje na moje sms'y o każdej porze. Odbiera moje telefony w środku nocy i najzwyczajniej w świecie słucha, dopóki nie wyrzucę z siebie wszystkiego. Jest gotowy zerwać się z łóżka o szóstej nad ranem i przybiec do mnie po ulicy skutej lodem, bo potrzebuję się komuś wyżalić. Wie kiedy potrzebuję jego rady a kiedy obecności i milczenia. Jest przy mnie bezustannie. Nie odejdzie przy najbliższej okazji, z mocniejszym podmuchem wiatru. Wiecie kto to? Tak to właśnie Niall. Mój chłopak, podkreślę to zdanie MÓJ CHŁOPAK. Bo on zawsze jest był i będzie.
Kocham Cię Niall.
poniedziałek, 29 lipca 2013
Rozdział 8
Tego dnia obudziłam się wcześnie, bo o 6.30. Zdziwiło mnie to, bo zawsze należałam do śpiących dość długo.Chciałam zasnąć na jeszcze trochę, ale nie udało mi się to. Wiedziałam, że do przyjazdu Louisa jeszcze dużo czasu. Bałam się całego tego spotkania.Wstałam z łóżka i powoli zeszłam na dół. Podłoga była przyjemnie zimna. Uśmiechnęłam się słabo, bo przypomniało mi się, jak mama zawsze zabraniała mi chodzić na boso po podłodze.
A teraz jej tu nie ma. Tak po prostu tamci ludzie przyszli tu i zabrali ją, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego? Bo zostawiłam ją! Nie dawałam znaku życia. Nic po prostu zero. A w tym momencie ona była moim słabym punktem do uderzenia.
-Co ja zrobiłam...-powiedziałam do siebie a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Skarbie to nie Twoja wina. To ja Cię w to wpakowałem i powinienem chronić wszystkich Twoich najbliższych a nie tylko Ciebię, bo byłaś najbliżej-powiedziałem i złapałem ją w talii.
-Och nie śpisz już-usłyszałem w odpowiedzi i zauważyłem, jak Darlene ociera swoje policzki i uśmiecha się sztucznie.-Co robimy na śniadanie?
-Nie udawaj, że nic się nie stało bo wszyscy wiemy, ze tak nie jest.
-Ale co mam teraz zrobić? Usiąść i płakać?
Na to pytanie nie potrafiłem odpowiedzieć.
-Otóż nie. Muszę być silna. Nam wszystkim jest teraz potrzebna siła i wiele spokoju.
Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią. Nie znałem jej od tej strony. Od walecznej strony.
-Wiesz...z każdym dniem coraz bardziej mnie zaskakujesz. Ale podoba mi się to.-byłem pewny swoich słów, które najwyraźniej zdziwiły Darlene.-A jeżeli chodzi o mnie to poproszę obiecane naleśniki-mrugnąłem i zaśmiałem się.
-Jeżeli je zrobisz to nie ma problemu-zaczęła się śmiać
-Ja Ci dam!-krzyknąłem i zacząłem ganiać ją po kuchni.
Złapałem ją szybko i wybiegłam do ogródka jej domu.
-Nawet o tym nie myśl Horan!-krzyknęła
-O czym?-zapytałem i podrzuciłem ją delikatnie do góry
-O wrzuceniu mnie do wody
-Ojej czemu? Boisz się zmoczyć koszulke albo spodnie?
-Nie nie boję.
-No to w czym problem.
Nie zdążyłam nic powiedzieć. Zostałam podrzucona do góry i juz po chwili czułam jak zderzam się z taflą wody. Spanikowałam.
-Niall!-Tylko tyle zdążyłam krzyknąć i zniknęłam po taflą.
Gdzieś w tle słyszałam jeszcze śmiech chłopaka. Ale mi nie było do śmiechu.
Starałam się jakoś wypłynąć na powierzchnię, ale nie było to łatwe. W płucach brakowało mi już tlenu i miałam wrażenie, że głowa mi zaraz eksploduje. Poddałam się. Nie walczyłam dalej, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Po kilku sekundach wszystko co widziałam robiło się czarne, a ja nie wiedziałam już co się ze mną dzieje.
Patrzyłem jak Dar chlapie wodą na wszystkie strony. Nie powiem bawiło mnie to. Ale to jak krzyknęła moje imię zaniepokoiło mnie. W pierwszej chwili myślałem, ze się ze mnie nabija, ale jak długo się nie wynurzała postanowiłem wskoczyć do wody. Bałem się, że coś się jej stanie. Szybko wskoczyłem do wody. Nawet nie zdjąłem butów. Zanurkowałem i zacząłem szukać dziewczyny. Nie mogłem jej znaleźć. Byłem strasznie zdenerwowany.
"Jaki ja jestem głupi"-pomyślałem. Pewnie dlatego Darlene nie chciała, żeby ją wrzucać do wody.
Gdy tylko ją zobaczyłem złapałem ją i wypłynąłem na powierzchnię. Jej usta były zimne. Bałem się. Bałem się, ze zrobiłem to, przed czym tak ją chronię. Ułożyłem ją na płytkach przy basenie i starałem się ją obudzić.
Nic nie skutkowało. Byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić. Położyłem się obok i bardzo mocno przytuliłem. Nie wiem, czy przez to przytulenie nie złamałem jej jakiegoś żebra. Poluźniłem uścisk i leżałem obok. Nie chciałem zadzwonić na pogotowie. Nie wiem co bym im powiedział.
Oddychałem ciężko. Strach mną zawładnął. Przysunąłem się bliżej i ogrzewałem ją swoim ciałem. Miałem nadzieję, że to choć odrobinę pomoże.
Trząsłem się. Nie wiem czy to z zimna czy ze strachu a może ze złości? Nie mam pojęcia. Uderzyłem ręką w posadzkę i syknąłem z bólu.
-No świetnie. Jeszcze tego brakowało.
Mijały sekundy a po nich minuty a ja wykazywałem się ogromną głupotą i traciłem nadzieję.
-Wybacz mi Darlene. Kocham Cię...
Położyłem głowę na ziemi i po prostu odpłynąłem nie wiedząc co się dzieje.
A teraz jej tu nie ma. Tak po prostu tamci ludzie przyszli tu i zabrali ją, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego? Bo zostawiłam ją! Nie dawałam znaku życia. Nic po prostu zero. A w tym momencie ona była moim słabym punktem do uderzenia.
-Co ja zrobiłam...-powiedziałam do siebie a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Skarbie to nie Twoja wina. To ja Cię w to wpakowałem i powinienem chronić wszystkich Twoich najbliższych a nie tylko Ciebię, bo byłaś najbliżej-powiedziałem i złapałem ją w talii.
-Och nie śpisz już-usłyszałem w odpowiedzi i zauważyłem, jak Darlene ociera swoje policzki i uśmiecha się sztucznie.-Co robimy na śniadanie?
-Nie udawaj, że nic się nie stało bo wszyscy wiemy, ze tak nie jest.
-Ale co mam teraz zrobić? Usiąść i płakać?
Na to pytanie nie potrafiłem odpowiedzieć.
-Otóż nie. Muszę być silna. Nam wszystkim jest teraz potrzebna siła i wiele spokoju.
Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią. Nie znałem jej od tej strony. Od walecznej strony.
-Wiesz...z każdym dniem coraz bardziej mnie zaskakujesz. Ale podoba mi się to.-byłem pewny swoich słów, które najwyraźniej zdziwiły Darlene.-A jeżeli chodzi o mnie to poproszę obiecane naleśniki-mrugnąłem i zaśmiałem się.
-Jeżeli je zrobisz to nie ma problemu-zaczęła się śmiać
-Ja Ci dam!-krzyknąłem i zacząłem ganiać ją po kuchni.
Złapałem ją szybko i wybiegłam do ogródka jej domu.
-Nawet o tym nie myśl Horan!-krzyknęła
-O czym?-zapytałem i podrzuciłem ją delikatnie do góry
-O wrzuceniu mnie do wody
-Ojej czemu? Boisz się zmoczyć koszulke albo spodnie?
-Nie nie boję.
-No to w czym problem.
Nie zdążyłam nic powiedzieć. Zostałam podrzucona do góry i juz po chwili czułam jak zderzam się z taflą wody. Spanikowałam.
-Niall!-Tylko tyle zdążyłam krzyknąć i zniknęłam po taflą.
Gdzieś w tle słyszałam jeszcze śmiech chłopaka. Ale mi nie było do śmiechu.
Starałam się jakoś wypłynąć na powierzchnię, ale nie było to łatwe. W płucach brakowało mi już tlenu i miałam wrażenie, że głowa mi zaraz eksploduje. Poddałam się. Nie walczyłam dalej, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Po kilku sekundach wszystko co widziałam robiło się czarne, a ja nie wiedziałam już co się ze mną dzieje.
Patrzyłem jak Dar chlapie wodą na wszystkie strony. Nie powiem bawiło mnie to. Ale to jak krzyknęła moje imię zaniepokoiło mnie. W pierwszej chwili myślałem, ze się ze mnie nabija, ale jak długo się nie wynurzała postanowiłem wskoczyć do wody. Bałem się, że coś się jej stanie. Szybko wskoczyłem do wody. Nawet nie zdjąłem butów. Zanurkowałem i zacząłem szukać dziewczyny. Nie mogłem jej znaleźć. Byłem strasznie zdenerwowany.
"Jaki ja jestem głupi"-pomyślałem. Pewnie dlatego Darlene nie chciała, żeby ją wrzucać do wody.
Gdy tylko ją zobaczyłem złapałem ją i wypłynąłem na powierzchnię. Jej usta były zimne. Bałem się. Bałem się, ze zrobiłem to, przed czym tak ją chronię. Ułożyłem ją na płytkach przy basenie i starałem się ją obudzić.
Nic nie skutkowało. Byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić. Położyłem się obok i bardzo mocno przytuliłem. Nie wiem, czy przez to przytulenie nie złamałem jej jakiegoś żebra. Poluźniłem uścisk i leżałem obok. Nie chciałem zadzwonić na pogotowie. Nie wiem co bym im powiedział.
Oddychałem ciężko. Strach mną zawładnął. Przysunąłem się bliżej i ogrzewałem ją swoim ciałem. Miałem nadzieję, że to choć odrobinę pomoże.
Trząsłem się. Nie wiem czy to z zimna czy ze strachu a może ze złości? Nie mam pojęcia. Uderzyłem ręką w posadzkę i syknąłem z bólu.
-No świetnie. Jeszcze tego brakowało.
Mijały sekundy a po nich minuty a ja wykazywałem się ogromną głupotą i traciłem nadzieję.
-Wybacz mi Darlene. Kocham Cię...
Położyłem głowę na ziemi i po prostu odpłynąłem nie wiedząc co się dzieje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)