poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 8

Tego dnia obudziłam się wcześnie, bo o 6.30. Zdziwiło mnie to, bo zawsze należałam do śpiących dość długo.Chciałam zasnąć na jeszcze trochę, ale nie udało mi się to. Wiedziałam, że do przyjazdu Louisa jeszcze dużo czasu. Bałam się całego tego spotkania.Wstałam z łóżka i powoli zeszłam na dół. Podłoga była przyjemnie zimna. Uśmiechnęłam się słabo, bo przypomniało mi się, jak mama zawsze zabraniała mi chodzić na boso po podłodze.
A teraz jej tu nie ma. Tak po prostu tamci ludzie przyszli tu i zabrali ją, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego? Bo zostawiłam ją! Nie dawałam znaku życia. Nic po prostu zero. A w tym momencie ona była moim słabym punktem do uderzenia.
-Co ja zrobiłam...-powiedziałam do siebie a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.


-Skarbie to nie Twoja wina. To ja Cię w to wpakowałem i powinienem chronić wszystkich Twoich najbliższych a nie tylko Ciebię, bo byłaś najbliżej-powiedziałem i złapałem ją w talii.
-Och nie śpisz już-usłyszałem w odpowiedzi i zauważyłem, jak Darlene ociera swoje policzki i uśmiecha się sztucznie.-Co robimy na śniadanie?
-Nie udawaj, że nic się nie stało bo wszyscy wiemy, ze tak nie jest.
-Ale co mam teraz zrobić? Usiąść i płakać?
Na to pytanie nie potrafiłem odpowiedzieć.
-Otóż nie. Muszę być silna. Nam wszystkim jest teraz potrzebna siła i wiele spokoju.
Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią. Nie znałem jej od tej strony. Od walecznej strony.
-Wiesz...z każdym dniem coraz bardziej mnie zaskakujesz. Ale podoba mi się to.-byłem pewny swoich słów, które najwyraźniej zdziwiły Darlene.-A jeżeli chodzi o mnie to poproszę obiecane naleśniki-mrugnąłem i zaśmiałem się.
-Jeżeli je zrobisz to nie ma problemu-zaczęła się śmiać
-Ja Ci dam!-krzyknąłem i zacząłem ganiać ją po kuchni.
Złapałem ją szybko i wybiegłam do ogródka jej domu.
-Nawet o tym nie myśl Horan!-krzyknęła
-O czym?-zapytałem i podrzuciłem ją delikatnie do góry
-O wrzuceniu mnie do wody
-Ojej czemu? Boisz się zmoczyć koszulke albo spodnie?
-Nie nie boję.
-No to w czym problem.


Nie zdążyłam nic powiedzieć. Zostałam podrzucona do góry i juz po chwili czułam jak zderzam się z taflą wody. Spanikowałam.
-Niall!-Tylko tyle zdążyłam krzyknąć i zniknęłam po taflą.
Gdzieś w tle słyszałam jeszcze śmiech chłopaka. Ale mi nie było do śmiechu.
Starałam się jakoś wypłynąć na powierzchnię, ale nie było to łatwe. W płucach brakowało mi już tlenu i miałam wrażenie, że głowa mi zaraz eksploduje. Poddałam się. Nie walczyłam dalej, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Po kilku sekundach wszystko co widziałam robiło się czarne, a ja nie wiedziałam już co się ze mną dzieje.


Patrzyłem jak Dar chlapie wodą na wszystkie strony. Nie powiem bawiło mnie to.  Ale to jak krzyknęła moje imię zaniepokoiło mnie. W pierwszej chwili myślałem, ze się ze mnie nabija, ale jak długo się nie wynurzała postanowiłem wskoczyć do wody. Bałem się, że coś się jej stanie. Szybko wskoczyłem do wody. Nawet nie zdjąłem butów. Zanurkowałem i zacząłem szukać dziewczyny. Nie mogłem jej znaleźć. Byłem strasznie zdenerwowany.
"Jaki ja jestem głupi"-pomyślałem. Pewnie dlatego Darlene nie chciała, żeby ją wrzucać do wody.
Gdy tylko ją zobaczyłem złapałem ją i wypłynąłem na powierzchnię. Jej usta były zimne. Bałem się. Bałem się, ze zrobiłem to, przed czym tak ją chronię. Ułożyłem ją na płytkach przy basenie i starałem się ją obudzić.
Nic nie skutkowało. Byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić. Położyłem się obok i bardzo mocno przytuliłem. Nie wiem, czy przez to przytulenie nie złamałem jej jakiegoś żebra. Poluźniłem uścisk i leżałem obok. Nie chciałem zadzwonić na pogotowie. Nie wiem co bym im powiedział.
Oddychałem ciężko. Strach mną zawładnął. Przysunąłem się bliżej i ogrzewałem ją swoim ciałem. Miałem nadzieję, że to choć odrobinę pomoże.
Trząsłem się. Nie wiem czy to z zimna czy ze strachu a może ze złości? Nie mam pojęcia. Uderzyłem ręką w posadzkę i syknąłem z bólu.
-No świetnie. Jeszcze tego brakowało.

Mijały sekundy a po nich minuty a ja wykazywałem się ogromną głupotą i traciłem nadzieję.
-Wybacz mi Darlene. Kocham Cię...
Położyłem głowę na ziemi i po prostu odpłynąłem nie wiedząc co się dzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz